niedziela, 10 maja 2015

POWRACAMY ZNOWU I PRZENOSZĘ SIĘ

NO TO WIĘC TAK. TERAZ NAPRAWDĘ SIĘ POWRACAM I PRZECHODZĘ NA WATTPADA. TAM MI SIĘ LEPIEJ PISZE I OGÓLNIE. ZA JAKIEŚ PARĘ DNI POWINNY ZNALEŹĆ SIĘ  TAM WSZYSTKIE ROZDZIAŁY. WIĘC DO POCZYTANIA Xx.

wtorek, 17 marca 2015

Love is Love- rozdział 4

PO DŁUGIEJ NIE OBECNOŚCI POWRACAM XD.
Plus że zmieniłam trochę punkt widzenia przez te parę miesięcy, plany się zmienią i nie będzie już to za bardzo ff o Harrym xd
Nie udało mi się znaleźć szkoły.
Muszę wrócić do Polski i tam ponownie zacząć żyć.
Stałam na lotnisku i żegnałam się z Nikolą i Harry'm
-Będę tęsknić-uśmiechnęłam się smutno
-My też, a teraz idź bo samolot ci odleci.
Przytuliłam ich i odeszłam.
Siedziałam w samolocie i rozmyślałam co będzie dalej. Czy wrócę tutaj kiedyś.
Po długim locie odebrała mnie mama i pojechaliśmy do domu...
*miesiąc później*
Gdy wychodziłam z łóżka mój telefon zawibrował. NIe patrząc kto dzwoni odebrałam.
-Halo?-ziewnęłam
-Zuza?-usłyszałam Harry'ego- Proszę powiedz że jesteś w domu..
-No jestem-odpowiedziałam zaspanym tonem
-Mogłabyś otworzyć mi drzwi?-spytał się
Rozłączyłam się i zbiegłam aby otworzyć je.
Gdy to zrobiłam do domu wparował Styles.
Zrobiłam dla nas po herbacie i poszliśmy do mojego pokoju.
-Muszę ci coś powiedzieć-szepnął
-Okay-popatrzyłam na niego
-Boo ja odkryłem że-westchnął- jestemgejemizakochałemsięwLou
-Co?-zmarszczyłam brwi-powiedz wolniej i wyraźniej.
-Zachowujesz się jak moja nauczycielka-fuknął- B-bo ja odkryłem że jestem gejem.
Zakręciło mi się w głowie.. Chłopak w którym kochałam sie parę lat okazał się gejem.
-A ta druga część?-podniosłam jedną brew
-Zakochałem się w Lou-szepnął
-ojapiedolekurwamaćdochujajebanego-powiedziałam na wdechu.
****
Bo przecież miłość nie wybiera :)) Tak jak już wcześniej pisałam- Powrót!

piątek, 30 stycznia 2015

ZAWIESZAM

Tak. Dobrze przeczytaliście. ZAWIESZAM. Powód?
Mam napisany do połowy kolejny rozdział ale nie mam pomysłu na dalszą część. Jak napiszę parę rozdziałów to blog odwieszę. Nie wiem na jaki czas zawieszam no ale muszę odpocząć, ponieważ na wattpadzie skończyłam pisać dwa fanfictiony i piszę teraz jeden plus mam jeszcze u sb w telefonie pozaczynane. Więc zawieszam na czas nieokreślony przepraszam!

sobota, 17 stycznia 2015

Love is Love- Rozdział 3

Z moich ust wydobył się cichy pisk gdy zobaczyłam że wysiada z auta.
Szarpnęłam Nikolę i schowałam się za najbliższym drzewem.
-Nikola. Musisz jakoś iść do domu i mnie informować czy jest czy nie ok?-powiedziałam do niej.
-Nie rozumiem cię. Widziałaś go ostatnio cztery lata temu a teraz chowasz się przed nim.- zirytowana wypchnęłam Nikolę  i pomachałam jej.
Przez chwilę obserwowałam ją. Zobaczyłam jak wchodzi do domu. Harry patrzył się jak Nikola otwiera drzwi domu i wchodzi nie pukając.
Usłyszałam sygnał przychodzącego smsa.
Nikol :* : Idzie w twoim kierunku.
Jasna cholera.
Zaczęłam panikować.
Okej. Idzie tu. Opanuj się-mówiłam sobie to.
-Tak. Tak. Tak Louis możesz przyjechać. Echem. Lottie też. Jutro po południu? Dobra. Pojadę po ciebie. - słyszałam kawałek rozmowy z Louis'em. Jutro ma przyjechać z Lottie? Kurcze muszę poinformować o tym Nikolę.
Nikol :* : Zawrócił i zaraz wejdzie do domu.
Ja: Dzięki. Ratujesz mi dupe. Lecę złotko do ciebie ! <3
Biegłam do domu tak szybko jak umiałam.
-Zuza. Gdzie sie podziewałaś? Nikola wróciła sama. Gemma chciała cię poznać a ty tak uciekasz- mówiła ciocia jak wpadłam do domu. Odgarnęłam włosy z twarzy i tylko wzruszyłam ramionami. Poszłam do pokoju i zobaczyłam wyglądająca przez okno dziewczynę.
Podeszłam do niej na palcach i...
-Bu !-złapałam ją za ramiona a ona odskoczyła.
-Zuza ja cię kiedyś naprawde zabije.-powiedziała o uderzyła mnie otwartą dłonią w czoło.
-ej to bolało a teraz chodź. Musimy wytłumaczyć się-złapałam ją za rękę i pociągnęłam w stronę drzwi.
-Ciociu. Boo my przepraszamy.- ciocia tylko pokręciła głową i wypuściła głośno powietrze.
-Okej. Za dwie godziny przyjdzie do nas Gemma.- zrobiłam wielkie oczy- sama przyjdzie.
Po piętnastu minutach leżenia bezczynnie na kanapie poszłam do kuchni i wdrapałam się n blat.
-Ciociuu jest coś słodkiego? Ja umieram Help me.- jęczałam
-Nie ma! Idźcie do sklepu i zróbcie zapas, jeśli będziecie tak jęczeć.-Krzyknęła ciocia przez otwarte okno
Zeszłam z blatu i sięgnęłam po katanę.
-Nikosia idziemy na zakupy- powiedziałam już nakładając trampki.
Usłyszałam głośne kroki Nikoli. Uśmiechnęłam się do siebie bo wiem co mnie czeka za nazwanie jej tak.
-Nigdy. Więcej. Mnie. Tak. Nie. Nazywaj. Zuziu-łobuziu-krzyczała.
Jak mogła mnie tak nazwać! Och nie poża... Poczułam tylko jak Nikola skacze mi na plecy. Przez to wszystko złapałam się klamki i wypadłyśmy na zewnątrz. Nikola oplotła moją szyję rękoma i pas nogami. Była leciutka jak piórko. Biegałam z nią na plecach po całym placu.
-Dobra złaź bo pomyślą że jakieś wariatki.-powiedziałam przez śmiech. W jednej chwili Nikola rozplotła nogi i pociągnęła mnie ze sobą na ziemię.- dzięki za miękkie lądowanie-zaśmiałam się
-Taa miękkie. Chodź już mamy tylko godzinę.-otrzepałam się i pomogłam jej wstać. Postanowiłyśmy że pójdziemy przez park.
-Patrz na mnie!-krzyknęła Nikola a ja się odwróciłam do niej. Rozbiegła się i wskoczyła na mnie. Ludzie będący w parku krzywili się. Przecież oni nie znają polskiego..
-Dobra złaź. Czemu cały czas na mnie wskakujesz-powiedziałam zirytowana.
-Boo ja tak chce- zaśmiała się. Pokręciłam głową. Po paru minutach chodu znalazłyśmy się w cukierni. Oczy Nikoli zrobiły się wielkie jak spodki. Kupiłyśmy mnóstwo słodyczy i poszłyśmy do domu przez ten sam park.
-Tak. Tak Lou, to jednak dzisiaj? Dobra to powiem mamie i Gemmie- usłyszałam. To był Harry. Ale co on robił w parku i to bez ochroniarzy. Cofam. Są tutaj.
-Nikola tu jest Harry.-szepnęłam i pokazałam palcem na niego
-Podejdźmy!-krzyknęła zafascynowana
Nie zdążyłam nic powiedzieć. Wyrwałam rękę i pobiegłam w stronę domu. Schowałam się za jakimś drzewem aby mieć widok na nich. Nikola podeszła do niego i zaczęli gadać. Nic nie słyszałam niestety. Po pięciu minutach pożegnała się z nim i podeszła do mnie.
-Co mówił?!-nie wiedziałam że te słowa nawet wypłynęły z moich ust
-Aa to i owo. Nie martw się nic o tobie-zaśmiała się i podała mi jedną torebkę ze słodyczami. Miałyśmy tylko piętnaście minut. Zaczęłyśmy biec.
Wpadłyśmy do domu i przywitałyśmy się z ciocią i Gemmą. Podeszłam z Nikolą do niej.
-Hej jestem Zuzanna-przedstawiłam się.-A to moja przyjaciółka Nikola.-pokazałam ręką na czerwonowłosą.
-Gemma.-pomachała nam
Po paru minutach usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Zuza idź otworzyć-powiedziała ciocia
Wstalam z kanapy i podeszłam do drzwi. Przez małe okienko w nich zobaczyłam oczywiście Harry'ego.
-Ciociaa to do Gemmy.-Krzyknęłam i uciekłam na górę.
Ja:Szybko do mojego pokoju. Nie może cię zobaczyć.
Wysłano
Po paru chwilach usłyszałam kroki na schodach.
-Przez twoje zachowanie się kiedyś zabije-powiedziała po tym jak wpadła przewracając się do mojego pokoju. Zachichotałam i pomogłam jej wstać.
Po piętnastu minutach zdecydowałyśmy się zejść.
-Och jesteście już. Gemma musiała iść do domu bo Harry pojechał po Louis'iego i jego siostrę Lottie. -powiedziała ciocia.-a teraz szukajcie jakiegoś fajnego przepisu na babeczki.-zaśmiała się ciocia.
Po paru minutach znalazłyśmy przepis i zaczęłyśmy szukać składników. Ciocia pomogła nam we włożeniu babeczek do piekarnika.
-Teraz tylko czekać-padłam zmęczona na kanapę.
-Noo a potem będziemy grube jak stodoła.-zaśmiała się Ni-idziemy jutro na spacer? Proszeeee-jęczała
-Niech ci będzie-odpowiedziałam
Po upieczeniu się babeczek wzięłyśmy parę, a resztę schowałyśmy i poszłyśmy do siebie gdyż już jest po dwunastej.
-Jak myślisz. Uda mi się z Lottie?-wzdychała Nikola.
-uda ci się. Uda. A teraz chodź obejrzymy sobie jakiś film.-powiedziałam i wzięłam laptopa na kolana.
Wybrałyśmy"ósmoklasiści nie płaczą". Cały film przepłakałyśmy i zasnęłyśmy na podłodze.
Rano wstałam cała połamana.
Wzięłam wczorajsze spodnie, jakąś bieliznę i pudrowy sweter.
Weszłam do łazienki i położyłam wybrane ciuchy na pralce. Zajrzałam do szafki z ręcznikami i wzięłam duży fioletowy z wyszytym moim imieniem. Skorzystałam jeszcze z ubikacji i zaczęłam się myć. Cholera.. Nie wzięłam szamponu z walizki-powiedziałam w myślach. Wyłączyłam wodę, owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki.
Nikoli nie było w pokoju. Wzięłam z walizki mój truskawkowy płyn i miodowy szampon no i oczywiście inne rzeczy.
Usłyszałam rozmowy więc popędziłam do łazienki. Ponownie weszłam pod prysznic.
Wtedy drzwi do łazienki się uchyliły.
-Nikola?-spytałam się
-Oops. Przepraszam nie wiedziałam.-odpowiedziała. Wiem że na jej policzkach pojawiły się wypieki.
-Nikola. Jak chcesz to nie wychodź- Halo? Co ja powiedziałam.
Po umyciu się wysuszyłam włosy i zeszłam do kuchni.
Poczułam znany mi dobrze zapach naleśników.
-jak cudnie pachnie ! Ciociu czemu one wyglądają inaczej niż te w polsce- spytałam się z pełną już buzią. Syrop którym były oblane spływał mi po brodzie z czego strasznie się śmiały.
-To są takie pancake's  czyli naleśniki amerykańskie.-wytłumaczyła. Po skończonym posiłku poszłam umyć zęby.
Postanowiłyśmy z Nikolą że pójdziemy do Anne z babeczkami.
-Ciociu idziemy do Anne !-krzyknęłam. Gdy wyszłyśmy z domu nie widziałam czarnego range rovera. czyli go nie ma. Od razu posmutniałam.
Zapukałyśmy do domu i w drzwiach przywitała nas Anne.
-Wejdźcie dzieciaki.-powiedziała. Podałam dla niej babeczki za co dostałyśmy po buziaku.
-Harry przyjechał  wczoraj-zaczęła- był  wniebowzięty gdy dowiedział się że przyjedziesz. O i widzę że masz naszyjnik od niego. Ma taki sam-wskazała palcem na naszyjnik z papierowym samolotem- dzisiaj przywiezie do nas swojego przyjaciela i jego siostrę. Znacie prawda? Są bardzo popularni przez to nie widzę go za często-powiedziała smutno.
-Dobrze widzieć rzadko ale chociaż widzieć niż w ogóle nie mieć z nim kontaktu-powiedziałam pocieszająco.
Po godzinie rozmowy usłyszałam śmiechy dwóch mężczyzn i kobiety. Automatycznie wstałam. Mój wzrok padł na Harry'ego. Serce zaczęło mi mocniej bić a on zatrzymał się.
-Z-Zuzanna?-oczy zaszkliły mi się.
Rzuciłam mu się w ramiona. Czemu go unikałam.
-Ja tak tęskniłem. Jeju Zuzana. Ty już taka duża-zaczął. Harry przytulił mnie mocniej
-No no. Mamy tu dwójkę za kochanych-zaśmiał się szatyn.-Mnie już chyba znasz ale.. Jestem Louis-przedstawił się. Oderwałam się od Harry'ego i przytuliłam Louis'iego.
Przywitałam się jeszcze z Lottie. Popatrzyłam się na Nikolę witającą się z chłopakami. Zobaczyłam w jej oczach radość i to wielką.
-Kim jest ta dziewczyna?-szepnęła do mnie Lottie.
-To moja przyjaciółka Nikola.-powiedziałam.
Po dwóch godzinach postanowiliśmy pójść wszyscy na spacer. Nikola jak zwykle wskoczyła mi na barana i musiałam ją nosić. Czułam cały czas na sobie wzrok Harry'ego I Lottie.
-Dwie wariatki-zaśmiał się Lou.
-Cicho bądź Boo Bear-zaśmiał się Harry po czym popchnął go.
Zrzuciłam Nikolę z pleców i już szliśmy normalnie.
-Nikol-zaczęła nieśmiało Lottie-Spotkałybyśmy się jutro-na twarzy Nikoli pojawiły się rumieńce.
-No jasne. Może być o piętnastej?- powiedziała zawstydzona
-Jak wy sie spotykacie to ja i Zuzana też.-powiedział odważnie zielonooki
- c-co? Nie no dobra też o piętnastej?-zamurowało mnie.
-A ja to co.-naburmuszył się Louis.
- idziesz z Gemmą.
-Gemma Gemma*- zaśmiał się szatyn.
Szliśmy jeszcze chwile w ciszy którą przerwała mam jakaś fanka..
-Omg! Nie wierzę Harry Styles i Louis Tomlinson?! Larry istnieje?! Mogę z wami zdjęcie?-piszczała. Wywróciłam oczami i walnęłam w ramię bruneta.
-Nie istnieje. Jesteśmy tylko przyjaciółmi?-zaśmiał się a ten pokiwał głową.- no chodź do nas.
Zrobili parę zdjęć i poszliśmy dalej.
-Dobra ja chce jeszcze dzisiaj zjeść obiad więc pa-pożegnałam się z resztą.
Gdy wróciłam z Nikolą do domu nie zastałyśmy cioci.
Zrobiłam spaghetti i zajadałyśmy się.
Postanowiłyśmy że zrobimy sobie mały wieczór kinowy. Przyniosłam laptopa do salonu i podłączyłam go do telewizora.
Ciocia: Nie wracam dziś na noc. Jutro niespodzianka. Miłej zabawy dziewczyny :**
-Ciocia napisała że nie wraca dziś-powiedziałam Nikoli.
-Oglądniemy "Dom chłopców"? Proszee- zrobiła minę zbitego psa.
-niech ci będzie a o czym jest?-wbiłam w wyszukiwarkę podany tytuł.
-O gejach-odpowiedziała wzruszając ramionami.-Poczekaj. Chodź zrobić popcorn
Westchnęłam i odeszłam od laptopa.
Włożyłam paczkę popcornu do mikrofali i siadłam przy stole. To samo zrobiła Nikola. Wzięłam do ręki telefon i weszłam na instagrama. Zaczęłam przeglądać swoje zdjęcia które mogę dodać na insta.
 postanowiłam że zrobię zdjęcie dla czerwonowłosej jak jadła zrobioną przed chwilą kanapkę.
-No i fota na insta-mruknęłam.
Obrobiłam zdjęcie, oznaczyłam Nikolę i wstawiłam zdjęcie. Usłyszałam przychodzące powiadomienie z telefonu Nikoli.
-osz ty !-krzyknęła. Po chwili krzyknęła z przerażenia, gdyż popcorn zaczął strzelać. Po niecałych pięciu minutach wyjęłyśmy pierwszą paczkę i wsadziłyśmy drugą. Kucnęłam przy szafce w poszukiwaniu jakiejś miski. Wzięłam jedną i wsypałam do niej popcorn.  Po paru minutach siadłyśmy na podłodze i oparłyśmy się o kanapę. Jadłyśmy popcorn i gadałyśmy. Było dobrze po pierwszej w nocy gdy zasnęłyśmy.
-Zuzanna. Zuzana. Zuzaa-poczułam szarpanie.
-c-co?-powiedziałam zaspanym głosem.
-spójrz na zegarek.-powiedziała. Zerwałam się i spojrzałam na niego. Było już dobrze po trzynastej. Za dwie godziny miałam się spotkać.
Zjadłyśmy wczorajsze spaghetti. Odświeżyłam się i poszukałam czegoś ciepłego do ubrania.
Mama: Za tydzień w końcu się widzimy
Odczytałam wiadomość od mamy.
Już za tydzień pożegnam się ze wszystkim co dobre? Ja chcę się tu zostać-Mówiłam sobie w myślach.
Ja: Jaka jest szansa że mogę tu zamieszkać?
Mama: Znajdź sobie szkołę. Buziaki idę do pracy :**
Odłożyłam telefon i wróciłam do wybierania ciuchów. Wzięłam  granatową koszulę w serduszka i czarne dziurawe rurki. Ubrałam się i zrobiłam koka.
-Zuzana ja już wychodzę!-usłyszałam krzyki z dołu.
Och! Ja też już powinnam. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
Och.. Cioci dalej nie ma. Zaniosę klucz dla Anne.
Zbiegłam do korytarza i założyłam trampki. Poszukałam klucza i gdy już go znalazłam zamknęłam dom.
Tym razem wzięłam telefon ze sobą.
Gdy wyszłam z domu zobaczyłam Harry'ego.
-Cześć. Przepraszam że się spóźniłem ale musiałem zawieść Lou i Gem do kina-ja tylko zmarszczyłam nos i machnęłam ręką.
-Nic się nie stało. Gdzie idziemy?-spytałam się go. Wziął mnie za rękę i zaprowadził do czarnego range rovera.
-Na pewno nie tam gdzie była nasza pierwsza randka-zaśmiał się
- a więc kawiarnia, kino i spacer? Pasi mi.-uśmiechnęłam się.
Cały dzień spędziliśmy wspaniale.. Boję się co może się stać jak prasa się o nas dowie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Gemma Gemma (czyt. Dżemma Dżemma) nie pytajcie sie dlaczego XD

piątek, 16 stycznia 2015

Love is Love- rozdział 2

Od autora: tak więc po takiej przerwie wróciłam miłego czytania ;
Dzień wyjazdu..
Budzik zadzwonił o szóstej rano. Wyłączyłam go i obróciłam się na drugi bok. Zamknęłam oczy tylko na chwilę..
-Zuzana ! Zuza ! Obuć się !-słyszałam. Po chwili dostałam pięścią w ramię-już jest do cholery siódma! Za godzinę wyjeżdżamy. Wstawaj do cholery !
-ałć będę mieć siniaka-powiedziałam masując uderzone miejsce. Usiadłam na łóżku ociągając się. Wzięłam do ręki telefon upewniając się że jest siódma- Kurwa, cholera jasna ! Już po siódmej !
Zerwałam się szybko z łóżka i pobiegłam do szafy aby wziąć jakieś ubranie. Oczywiście musiałam przy tym wywalić walizki. Wzięłam czarny T-shirt i białe spodenki z wysokim stanem. Pobiegłam do łazienki znajdującej się naprzeciwko mojej sypialni. Ubrałam się w ekspresowym tempie. Zrobiłam lekki makijaż i upięłam włosy w koka.
Wyszłam z łazienki i zaszłam do sypialni.
Pewnie jest już na śniadaniu-pomyślałam kierując się w stronę schodów. Nie myliłam się. Siedziała już przy stole i zajadała się naleśnikami.
-po co się tak spieszyłam?-powiedziałam zrezygnowanym głosem.
-chyba dlatego że za..-przerwała i spojrzała się na zegarek wiszący nad lodówką.- za dokładnie szesnaście minut jedziemy.
Zrobiłam wielkie oczy i rzuciłam się w stronę mojego talerza z naleśnikami. Szybko je zjadłam i poszłam po walizki. Po chwili dołączyła do mnie czerwono włosa. Spojrzała na mnie z tym swoim złowieszczym uśmieszkiem i zaczęła biec
-O ty ! Nie bawię się tak!-krzyknęłam skacząc co dwa stopnie.
Niestety nie udało mi się jej dogonić.  Zobaczyłam jak zatrzymuje się aby zobaczyć wiadomość którą dostała. Wykorzystałam to i w końcu ją dogoniłam. Wbiegłam do pokoju i. Chwilę szukałam walizek. Leżały na ziemi obok szafy. Podeszłam i położyłam rękę na rączce od walizki. Wtedy poczułam chłodną rękę Nikoli. Nie powinnam mieć takich dreszczy prawda?
O cholerka. Przyjemne. Och odgoń te myśli kobieto-powiedziałam w myślach i dałam sobie mentalny policzek. Nikola szybko zabrała rękę i zarumieniła się jak burak.
Podniosłam obie walizki i jedną podałam dla niej wyszłyśmy z pokoju ciągnąć za sobą walizki.
Przy samochodzie czekała już na nas ciocia z otwartym bagażnikiem. Wpakowałyśmy walizki do samochodu i zasiadłyśmy na tylnej kanapie samochodu.
-przed nami długa droga moje panie-powiedziała ciocia i odpaliła silnik.
Gdzieś w połowie drogi zaczęłyśmy śpiewać.
-Znasz to?-powiedziała Nikola- Jingle bells, modest smells, Eleanor go way's Larry is true and hazza and boo and Nialler.... Kurcze nie pamiętam.-powiedziała i zaśmiałyśmy się.
Musiałyśmy jechać samochodem do Holmes Chapel. Trochę drogi było. Spałyśmy w hotelach. Po paru dniach dojechaliśmy. Mój i Nikoli angielski był już na poziomie zaawansowanym chociaż Ni jest ode mnie młodsza.
-Iza !-Usłyszałam wołanie. Był to angielski akcent. Jeśli dobrze zapamiętałam głosy ten głos należał do Anne. Zobaczyłam wybiegającą nam na powitanie kobietę.- och ! Kogo przywiozłaś! Nic mi nie mówiłaś.
-Tak. Wiem. Miała być to niespodzianka-powiedziała wysiadając z samochodu.
Wyszłam z Nikolą z samochodu i powędrowałyśmy do bagażnika. Wyjęłyśmy walizki i podeszłyśmy do cioci po klucze.
-Och ! To Zuzanna? Jak ona wyrosła!-powiedziała, a moje oczy zaszły łzami.-Och! A to co za dziecko! Jakie śliczne ! Jak się nazywasz złotko-skierowała się do czerwonowłosej.
-Nikola. Przyjaciółka Zuzany-powiedziała i podała rękę dla Anne.
-Dzieci tu macie klucze i idźcie zanieść walizki. Zuza. Pokój tam gdzie zawsze-powiedziała ciocia rzucając mi kluczami.
Powędrowałyśmy pod dom i otworzyłam drzwi. Kolory ścian się zmieniły. W ogóle styl domu się zmienił. Z kolorowego na szaro-biały z elementami czerwieni. Poszłam z Ni do pokoju. Stały tam dwa łóżka. Postanowiłyśmy je przysunąć do siebie. Pokój był fioletowy.
-pięknie.-westchnęła czerwona.
Rzuciłam walizkę i popchnęłam Nikolę na łóżko. Stało się to że pociągnęła mnie i spadłam na nią. Zaniosłyśmy się głośnym śmiechem.  Usłyszałam otwierane drzwi. Z myślą że to ciocia. Usłyszałam kroki na schodach.
-To pewnie ciocia.-powiedziałam do Nikoli i po chwili rzuciłam się na nią łaskocząc. Nikola krzyczała ze śmiechu.
-Dziewczyny za półgodziny jadę na lotnisko z Anne. Zuzana poznasz Gemmę.-krzyknęła schodząc z  powrotem po schodach ciocia.
Po opanowaniu się postanowiłyśmy że ubierzemy się w coś wygodnego i pójdziemy na spacer.
Oczywiście Nikola jak zwykle nałożyła sukienkę. Sukienka sięgała jej do kolan, była ona biała w fioletowe kwiatki. Jednak nie mogła oprzeć się nałożenia do niej łańcuszka z połówką serca, miliona bransoletek i czarnych w białe serduszka converse.  Drugą połówkę serca nosiłam ja.
Ja ubrałam się jak zwykle w czarne rurki, białą koszulę z czarnym kołnierzykiem i bez rękawów, jasnej, cienkiej katany i dwóch naszyjników. Pierwszy to oczywiście połówka serca, a drugi to papierowy samolocik. Wybrałam do tego moje ulubione czarne od zewnątrz, a różowe w środku trampki. Zrobiłam dla Nikoli koka i lekki makijaż, a sama rozpuściłam pofalowane włosy i zrobiłam mocniejszy makijaż.
Po dwóch godzinach wyszłyśmy z domu. Pierwsze gdzie poszłyśmy to do pobliskiej piekarni po świeże bułki.
-Dzień dobry !-czerwona rzuciła entuzjastycznie.
-O! Dzień dobry, dzień dobry. Co podać?-spytała się dość ładna dziewczyna o krótkich blond włosach.
-Cztery.. Nie. Sześć bułek i.. Czy to bagietka?!-Oczy Ni zwróciły się w stronę domniemanej bagietki.
Po zakończeniu kupowania pieczywa udałyśmy się do domu aby wszystko zostawić i iść dalej.
zwiedziłyśmy całe Holmes Chapel. No może nie całe ale..
Około osiemnastej zadzwoniła do mnie ciocia abyśmy już wracały bo musimy przywitać się z Gemmą.
Gdy byłyśmy już przy domu zobaczyłam czarny samochód. Przymrużyłam oczy i zobaczyłam..
-Kurwa.. Nie wracamy-powiedziałam cicho. Złapałam Nikolę za rękę i pociągnęłam do siebie aby mnie nie zobaczył.
Cholera jasna. Teraz?-pomyślałam

czwartek, 1 stycznia 2015

Love is Love- Rozdział 1

Od autora: A więc po dłuższym czasie dodaje rozdział xd. Może być trochę nudny no ale..


20 wrzesień.
Dziś już ten dzień. Moje osiemnaste urodziny.  Spojrzałam na zegarek. Już jest siódma ! Nie zdążę do szkoły ! Panikowałam. Zerwałam się z łóżka i złapałam ciuchy wiszące na krześle. To miał być dobry dzień. Miał być. Ubrałam się zbiegłam po schodach i wpadłam do kuchni.
Stała tam mama szeroko się uśmiechając. Trzymała w rękach mały prezent.
-Sto lat kochanie.-powiedziała i podeszła podając mi prezent. Uśmiechnęłam się szeroko i dałam jej buzi. Złapałam kanapki przygotowane przez mamę i wybiegłam z domu. Miałam pięć minut aby zdążyć na autobus. Biegłam najszybciej jak umiałam. Zobaczyłam autobus zatrzymujący się na przystanku. Otworzyłam szeroko oczy i jakimś cudem zaczęłam szybciej biec.  Zdążyłam w ostatniej chwili. Wbiegłam do autobusu pokazując mój bilet miesięczny i usiadłam na pierwszym lepszym miejscu.
Przypomniałam sobie że mam swój prezent od mamy.
Ciocia Iza przysłała. Ja zapakowałam.
Przeczytałam to co było napisane czarnym markerem.
Rozerwałam pudrowy papier i moim oczom ukazało się małe pudełeczko. Była tam kartka, naszyjnik i mniejszy pakunek. Najpierw założyłam sobie naszyjnik. Przedstawiał on papierowy samolot.
Potem zaczęłam czytać list.
Droga Zuzanno !
Masz pozdrowienia od Anne i życzy ci wszystkiego najlepszego. Ma nadzieje że przyjedziesz do nas. Ja życzę tobie wszystkiego najlepszego, najlepszych urodzin, przyjaciół, miłości, szczęścia i wszystkiego czego zapragniesz.
Twoja kochana Ciocia.
Ps. Nie zgub prezentu. To dla kogoś wiele znaczy. Kocham cię.
Ps 2. Anne ma nadzieje że fioletowa bluza już jest na ciebie dobra.

Czytałam ten list dwa razy. Fioletowa bluza, fioletowa bluza.
-Fioletowa bluza-szepnęłam.
Z zadumy wyrwał mnie autobus zatrzymujący się na przystanku na którym wysiadam. Szybko wstałam i zgarnęłam wszystkie rzeczy z siedzenia koło okna. Zawsze czekałam na osobę która zajmie miejsce koło mnie. Jeszcze się nie pojawiła a ja tracę nadzieję. Gdy wyszłam z autobusu zamiast skierować się prosto do szkoły poszłam do knajpy gdzie pracowała moja młodsza przyjaciółka Nikola.
Gdy tylko otworzyłam drzwi zadzwonił mały dzwoneczek informujący że przyszedł klient.
-Cześć ! Nie codziennie widzę cię tutaj w godzinach szkolnych.-powiedziała a ja tylko obróciłam oczami i usiadłam przed ladą.- no to czemu. Ach no tak ! Jak mogłam zapomnieć. Wszystkiego najlepszego szkrabie-powiedziała o zmierzwiła mi włosy. Byłam trochę poddenerwowana  chociaż nie wiem czemu. Musiałam rozpakować malutki prezent! Wyjęłam malutkie pudełeczko z kieszeni swoich ulubionych czarnych spodni i zaczęłam je oczyszczać z papieru. Gdy pozbyłam się go wzięłam do ręki wieczko i zdjęłam je. W pudełeczku znajdowała się karta micro SD. Zdziwiona wyjęłam telefon i włożyłam kartę do niego. Oczywiście musiałam wyjąć baterię i uruchomić go ponownie. Po tym wszystkim weszłam w galerię zdjęć i kliknęłam na pierwsze lepsze zdjęcie.
Przykryłam dłonią usta i odłożyłam telefon na ladę.
-Jezu Zuzana co się stało? Czemu jesteś taka bla...-nie dokończyła bo wzięła i zobaczyła zdjęcie na moim telefonie. Na tym zdjęciu byłam ja i Harry. Jedliśmy frytki i śmialiśmy się. Miałam wtedy czternaście lat. On miał szesnaście. Serce zaczęło mi mocniej bić gdy pojawiały mi się przed oczami sceny z tamtych wakacji. Miałam łzy w oczach. Nie mogłam nic zrobić. Musiałam tu wrócić i o nim zapomnieć.
-będzie lepiej dla ciebie jeśli o nim zapomnisz-powiedziała mama pewnego wieczoru widząc mnie całą zapłakaną.
-ale ja nie chcę o nim zapominać-powiedziałam przez łzy.
-Musisz. Rozumiesz?! M U S I S Z-mówiła już każdą literkę oddzielnie.
-dobrze.

I naprawdę o nim zapomniałam.
-to. To jest Harry Styles z One Direction. -powiedziała podekscytowana- Jezu. Skąd go znasz?! To było za czasów xfactora. Jeju ! Em.. Zuzana?
-co? Przepraszam-powiedziałam potrząsając głową.- moja ciocia mieszka po sąsiedzku z jego mamą. Ja cztery lata temu byłam tam. Nie zapomnę tego.-Czemu głos mi się łamał. Otworzyłam szerzej oczy gdy przypomniałam sobie jak Harry dla mnie śpiewał.
Szybko zabrałam telefon z rąk Nikoli i weszłam w muzykę.
Harry Styles- Don't let me go
Harry Styles- isn't she lovely

Szybko nacisnęłam pierwszą piosenkę i położyłam telefon na ladę. Przełknęłam głośno ślinę. Słyszałam swój cichy śmiech. I te głośne ała gdy Harry uderzył mnie w ramię.
Po chwili rozległ się sygnał że przyszedł sms.
To od mamy.
Mama: I jak patrzyłaś już prezent? Podoba ci się? Przepraszam za wtedy byłaś młoda nie chciałam.
Ja: Okej. Tak bardzo mi się podoba.  Dałoby się mnie usprawiedliwić z lekcji?
Przeczytałam dwa razy zanim wysłałam.
Kolejna wiadomość przyszła po minucie.
Mama: 
Okej. Jesteś pewnie u Nikoli. Więc przyjedzie po ciebie ktoś ;)
Nie odpisałam. Kto mógł po mnie przyjechać? A z resztą.
-Nikola ja hm zostanę sie tu trochę bo ktoś po mnie przyjedzie-powiedziałam a ona spojrzała się na mnie zdziwiona- nie wiem kto przyjedzie. Mama napisała.
Czerwono włosach otworzyła usta s potem je zamknęła. I wypuściła głośno powietrze.
-no okej. Ja zaraz przyjdę muszę. Och tak? Już idę- powiedziała. Potem tylko udawała że ktoś ją woła. Przecież o tej porze nikogo nie ma. 
Wróciła po paru minutach z książką owinięta kolorowym papierem.
Wywróciłam oczami i powiedziałam cicho dzięki, potem się mimowolnie uśmiechnęłam.
-Odpakuj. No odpakuj. Teraz, szybko, no , raz, dwa, trzy. No szybko no Zuza no szybko no-trajkotała jak katarynka.
Specjalnie zdejmowałam papier jak najwolniej. Gdy w końcu moim oczom ukazał się zeszyt zaniemówiłam. To był zeszyt naszych wspomnień. Tych wszystkich. Dobrych,złych, szczęśliwych, smutnych.
Wstałam i przytuliłam Nikolę.
-A teraz najlepsza kawa na mój koszt-powiedziała odsuwając się.
Chciałam powiedzieć że nie trzeba, ale strasznie w tej chwili potrzebowałam kawy.
-Hm dalej poszukujesz kogoś?-spytałam ją znad filiżanki.
-Zuza czy ty zmieniłaś orientację że się pytasz?-zaśmiała się a ja prawie wyplułam kawę. Znowu ze wstydu łzy nazbierały mi się w oczach.
-Nie. Kocham cię jak siostrę. Tylko. Przepraszam, wiem że kiedyś coś do mnie czułaś. -powiedziałam zmieszana- hm a może Julka? Jest też. No wiesz.
-Nie lubię. Zwykła dziwka z niej-powiedziała do mnie z nad telefonu.- dostałam wiadomość od twojej mamy.
Zrobiłam zdziwioną minę. Co od niej chciała?
-Okej. A co chce?-spytałam się zdziwiona
- em chce abyś. Chce abyś wzięła kawę dla niej.-Powiedziała nieco zdenerwowana. Wiedziałam że kłamie. Usłyszałyśmy dzwonek od drzwi i odwróciłyśmy się. W drzwiach stała ciocia Iza. Przyjechała z Holmes Chapel.
-C-ciocia? Co ty tu robisz? To ty miałaś po mnie przyjechać? O co chodzi?-pytałam się zdziwiona i przestraszona. Moje niebieskie oczy stały się jeszcze większe niż zazwyczaj.
-przecież masz urodziny. Zabieram ciebie i Nikolę za tydzień do Holmes Chapel.-powiedziała ciocia a ja wyplułam kawę, natomiast dla Nikoli z rąk wypadła filiżanka kawy.
-przepraszam zdziwiłam się. Mnie? Ale co z pracą? Jestem nie pełnoletnia. Mam dopiero. Będę mieć siedemnaste urodziny za dwa miesiące. A moja mama wie?-Pytała się. Nikola ma jeszcze szesnaście lat. Dzisiaj rodzice kazali jej pilnować knajpy no wyjechali. Chodzimy do tej samej szkoły. Duże, brązowe oczy zaszkliły się.
-Och o to się nie martw już wszystko załatwione.-powiedziała ciocia i usiadła obok mnie. Potem uśmiechnięta dodała że jedziemy na zakupy. Nikola zamknęła knajpę i poszłyśmy za ciocią do jej obecnie czarnego forda.
-Jak pojechałaś Harry'emu strasznie się nudziło. Żebyś widziała jaki przybity chodził. Potem jakieś koncerty. Nie miał w ogóle czasu. Wiem że dalej tęs...
-Ciociu nie chcę o tym gadać-przerwałam jej i połknęłam wielką gulę. W ciszy wsiadłyśmy do samochodu. Gdy dojechaliśmy do galerii we trzy skierowałyśmy się do bereshki Wybrałam dwie pary spodni, trzy bluzki i sukienkę.
Postanowiłam spytać się cioci jaka tam teraz jest pogoda. Gdy ciocia powiedziała że deszczowo odpowiedziałam zrezygnowana. Odłożyłam wszystkie rzeczy i wybrałam kolejne.wzięłam trzy pary spodni, dwa T-shirty i bluzę. Ciocia za mnie i za siebie. Chciała też zapłacić za Nikolę ale ona się uparła i sama wszystko kupiła, ale gdy zaszłyśmy do New yorkera za nas obie płaciła ciocia. Tym razem z Nikolą kupiłyśmy po sukience. Po paru godzinach zakupów zaszłyśmy do McDonalda. Jak zwykle wybrałam dużą podwójną porcję frytek i razem z Nikolą zajadałyśmy się pijąc z jednego kubka coli. Ciocia była bardzo tolerancyjna. Wiedziała o orientacji Nikoli. Nawet sama mi powiedziała o tym.
-Zuza musimy pogadać.-powiedziała i wskazała palcem na kanapę. -Musimy pogadać o Nikoli.
-tak?
-Nikola nie jest heteroseksualna. Zauważyłam w jej ruchach tą dziwną lekkość, częste przeczesywanie włosów, dotykanie włosów innych dziewczyn, inaczej patrzy na dziewczyny . Patrzy jak ty na chłopaka w którym się podkochiwałaś. Musisz z nią pogadać naprawdę.-powiedziała i poklepała po ramieniu.
Tego samego dnia spotkałam się z nią i wtedy mi powiedziała.
To było dwa lata temu... Ciocia odwiedziła nas w wakacje.
-Zuzanna twoja mama powiedziała że dzisiaj masz nocować u Nikoli. Jej mama też wie. Obgadaliśmy wszystko zanim po ciebie przyjechałam.
Po długiej rozmowie zebraliśmy się i pojechałyśmy do domu Nikoli.  Pożegnałam się z ciocią i poszłam za Nikolą. Weszliśmy do domu gdzie przywitała nas Mara. Jest to pies rasy King Charles Spaniel.
-Maruch ! Chodź do pańci skarbie-mówiła słodko czerwono włosa. Mara posłusznie przyszła i od razu zaczęła się turlać po podłodze. Po zakończonym przywitaniu się poszłyśmy do sypialni. Młoda włączyła białego laptopa leżącego na łóżku.
-siadaj. Kurcze ! Zapomniałam. Zuzu idź na dół po pocztę.-powiedziała i zrobiła minę zbitego psa-Proszęę
-No dobrze młoda.-powiedziałam wstając i tarmosząc jej włosy.
Poszłam po tą przeklętą pocztę i zgarnęłam ją jednym ruchem. Otoczył mnie strach. Nie wiem przed czym, nie wiem przed kim. Szybko pobiegłam do pokoju i wskoczyłam na łóżko.
-co ty taka zesrana?-spytała się Nikola patrząc to na mnie to na monitor. Wtem rozległ się dźwięk oznajmiający dostanie wiadomości na facebooku.
Po chwili pokój został wypełniony krzykami Nikoli. Była ona directionerką i właśnie dostała wiadomość z wywiadem który akurat leci. Szybko weszła w link i po chwili siedziałyśmy słuchając co mówią. Po tamtych wakacjach angielski to język tak samo łatwy jak polski. Najpierw wypowiadał się Zayn. Gdy już reszta chłopaków skończyła nadszedł czas na Harrego. Wydoroślał. Dłuższe włosy, cały wyraz twarzy. Nie był już szesnastoletnim chłopcem. Miał teraz dwadzieścia lat.
-A więc powiedz nam jakie jest twoje najlepsze wspomnienie.
-Hm.. Omijając założenie zespołu to wakacje cztery lata temu.-powiedział to a ja zrobiłam wielkie oczy i myślałam że zemdleję.- po x factorze. Gdy wróciłem do domu przyszła do mnie sąsiadka ze swoją siostrzenicą. Codziennie się spotykaliśmy aż musiała wyjechać.- mówiąc dwa wyrazy spuścił głowę i wytarł oczy. Jeden z siedzących obok chłopaków pogłaskał go po plecach dodając mu otuchy. Nie wiedziałam że go to wtedy tak bolało.-  dzień po moim przyjeździe poszliśmy do kina, restauracji i na spacer. Było super. Wieczorem zrobiło się zimno i wtedy jej dałem bluzę. Potem jak odjeżdżała oddałem ją jej. A i dzisiaj ma ona urodziny. Sto lat Zuzana.-ostatnie zdanie wypowiedział po polsku co było dla mnie zaskoczeniem.
- Wtf?! Co on. Jezu Zuza ! Jezu kuhwa Zuzu ! Ja pierdole on złożył ci  życzenia kurwa zajebisty !-krzyczała do mnie machając rękami apotem przytuliła mnie.
-Mam jeszcze jedno pytanie. Gdzie będziecie podczas urlopu?-Spytał się reporter
-Ja, Zayn i Niall mamy zamiar wyjechać do rodzin.-Powiedział Liam.
-Ja będę ze swoją dziewczyną. Tak. Tak. Tak. Mam dziewczynę. Nazywa się Eleanor Calder.-powiedział Lou. Nikola wydobyła z siebie cichy pisk.
-Haha jak wyjdę za Lottie to poznam cię z Harr.. Aj przecież go znasz - zaczęła się śmiać.
-A ty Harry?- Harry. Harry. Harry. Te imię brzęczało mi w uszach.
-Nie wiem jeszcze.-odpowiedział i wzruszył ramionami.
Na koniec zaśpiewali Steal Me Girl.  Razem z Nikolą śpiewałyśmy i tańczyłyśmy.
-Nikola poczta-przypomniałam jej.
-Ach no tak. A więc to jest dla mnie. To dla mamy, a to dla ciebie!-krzyknęła
-Jak to do mnie?-zdziwiona podniosłam jedną brew do góry.
-tak to.-Wzięła list i podała mi go. Moje palce delikatnie musnęły rękę Nikoli a ona popatrzyła na mnie pytająco, a ja zrobiłam dziwną minę i zaczęłyśmy się śmiać. 
-Ej dobra stop. Zuzana otwieraj-powiedziała poważnym tonem.
Wzięłam list do ręki i zaczęłam czytać. Był to list od rodziców Nikoli. Standardowe życzenia i mały upominek. Bransoletka z przywieszką przedstawiającą motyla.
-Mam dla ciebie też coś.-powiedziała zaglądając pod poduszkę. Wyjęła bransoletkę i jedną przywieszkę w kształcie serca. Wzięła i oddzieliła te serce na dwie części. Jednak podała mi, a drugą część przyczepiła do swojej bransoletki. W oku zakręciła mi się samotna łza. Przytuliłam się do Nikoli szeptając jej prawie niesłyszalne dziękuję.  Po paru minutowym uścisku zdecydowałyśmy się zejść do kuchni i coś zjeść.  Mama Nikoli napisała że razem z Luizą zostają się u babci. Więc miałyśmy cały dom dla siebie. Poszukałyśmy na Internecie przepisu na naleśniki amerykańskie i gdy go znalazłyśmy zaczęłyśmy robić wszystko... Dobra prawie wszystko dobrze. Skończyło się na tym że byliśmy całe upaćkane w mące i jajkach. Ciasta wyszło dosyć dużo ale i tak wszystko zjadłyśmy. Po ogarnięciu całego bałaganu postanowiłyśmy obejrzeć jakąś komedię. Usiadłyśmy na podłodze i owinęłyśmy się kocem. Po upływie czterdziestu minut Nikola zasnęła, a parę minut później ja..
Cały tydzień minął nam na bawieniu się z Lusi, chodzeniu do szkoły i robieniu głupich rzeczy. W przed dzień wyjazdu poszłyśmy (tak Poszłyśmy, a nie pojechałyśmy) do mnie abym się spakowała.  Oczywiście Nikola spała u mnie. Jej jasno niebieska walizka stała oparta o moją pudrową walizkę.

sobota, 27 grudnia 2014

Love is Love. Prolog

Od autora: Wiem że długie xd. Tak sie nad tym cholernie napracowałam że uf.A i miłego czytania !

4 lata wcześniej.
Jeszcze tylko godzina, jeszcze tylko godzina-powtarzałam sobie cały czas. Poszukałam po kieszeniach telefonu. Wyciągnęłam go i zobaczyłam czy w drugiej kieszeni mam słuchawki. Nie ma. Tak trochę zaczęłam panikować. Sprawdziłam jeszcze kieszenie  w spodniach, przednie puste. Podniosłam się trochę do góry. Włożyłam dłoń do tylnej kieszeni.
-Czego szukasz?-spytała się mama i spojrzała na mnie. Dobrze że nie prowadziła bo byśmy już dawno znaleźli się pod ziemią.
-już nic.-odpowiedziałam.-Mamo czemu muszę ja jechać a nie Milena?-och przecież sama wiem czemu. Po prostu księżniczka Milena musi mieć wszystko. Jedzie gdzie chce i kiedy chce. Nienawidzę jej
-Bo po pierwsze nie chciała, a po drugie ona w przeciwieństwie do ciebie nie ma i nigdy nie miała zagrożenia z angielskiego. Z niczego nie miała -  mówiła podkreślając ostatnie trzy słowa. No tak ja byłam ta najgorsza. Jak zwykle to ja wszystkiemu jestem winna. To zawsze jest moja cholerna wina.
Reszta drogi na lotnisko minęła spokojnie. Ciekawe jak będzie w samolocie. Hm nigdy nie leciałam.
-Zuzania wychodź z samochodu i bierz swoje walizki.-powiedziała mama otwierając drzwi samochodu. Wysiadłam leniwie i skierowałam się do bagażnika.
O to mój mały wielki dzień. Wylatuję do Holmes Chapel, do cioci Izy. Zawsze jak dzwoniła do mnie w urodziny mówiła o jakimś chłopaku. Henry, Harry, Harold? Hmm nie pamiętam. Z jej opowiadań wywnioskowałam że umie bardzo ładnie śpiewać.  Miałam spędzić całe wakacje w innym kraju, tam gdzie jest inna kultura.
-Zuzanno. Zuzanno chodź.- szturchnęła mnie mama.- tato zadzwoń do mamy że już lecimy.
-no dobrze to trzymajcie się.-powiedział dziadek i pocałował nas w policzek. Czekaliśmy już tylko na samolot.
-Prosimy na samolot do Manchesteru.
-To nasz samolot chodź.-powiedziała mama i pociągnęła mnie za sobą.
Siedzieliśmy w samolocie. Niestety musiałam wyłączyć telefon.
Po kilkunastu minutach udało mi się zasnąć.
Poczułam szturchanie.
-Zuzana wstawaj, wstawaj mówię-mówiła szeptem mama.- lądujemy
-co już? Och.-powiedziałam zaspanym głosem.
Wyszłyśmy razem z tłumem innym osób.
-Mamo. Gdzie czeka na nas ciocia?-spytałam się idąc po bagaże.
-przy wyjściu z lotniska. Och patrz nasze bagaże już są.-powiedziała przyspieszając kroku.
W jednej chwili wpadłam na jakiegoś chłopaka. Ręka mamy mnie puściła.
-Ops-powiedziałam.
-Hi! Sorry-powiedział.
-um okay-tak przyznaję się nie widziałam co powiedzieć. -nic się nie stało.
Tak polski pomoże Zuzano. Polski pomoże. Ech.
Pobiegłam do mamy która czekała już na mnie z bagażami.
-Gdzie ty łazisz?!-powiedziała i stuknęła mnie w ramię.
-wpadłam na takiego chłopaka. Tak wiem sprawdzałam jeszcze czy mnie nie okradł- oczywiście z tym sprawdzaniem skłamałam aby się nie czepiała.
-a skąd wiedziałaś że chciałam cię o ty zapytać- powiedziała i położyłam ręce na biodrach.
-zawsze się o to pytasz-odpowiedziałam i wywróciłam oczami.
-chodź już bo ciocia będzie się denerwować.-powiedziała łapiąc mnie za rękę.
Wyszłyśmy z lotniska i zauważyłam machającą ciocię Izę. Nic się nie zmieniła od tamtego roku.
-Ela ! Tutaj!- tak cała ciocia. Oczywiście krzyczała i machała rękami.- w końcu jesteście, jak miło was widzieć.
Objęła i ucałowała nas.
Jak ja tego nienawidzę.
-Tak, tak och. Ja już idę bo spóźnię się na samolot do Kolonii-powiedziała mama.
-co?! Jak to do.. Nie no naprawdę?! Mamo !- jak zawsze musiała mnie zostawić. Musiała. Och ! Ona sobie jedzie do cioci Ewy a ja muszę być tu. Ech.
-No okej papa kochana mam nadzieję że się jeszcze spotkamy-powiedziała ciocia i pocałowała mamę w policzek.- A ty młoda pakuj bagaże do samochodu. A no tak, przepraszam chodź ze mną pokażę ci samochód.-trajkotała cały czas ciocia. Cały czas roztrzepana (chodzi o charakter), infantylna. Wiadomo dlaczego jeszcze nie ma męża. Pociągnęła mnie za rękę a ja w ostatniej chwili zdążyłam złapać walizki.
-Zajedziemy do sklepu w Holmes Chapel bo nie ma nic do jedzenia.-powiedziała ciocia jak stałyśmy już przy samochodzie. Przy jej małym czerwonym fordzie. Otworzyła bagażnik i wrzuciła moje bagaże do niego.
Usiadłam na tylnym siedzeniu i zapięłam pasy. Wyciągnęłam telefon i słuchawki. Po chwili w samochodzie rozległ się znany mi dobrze dźwięk włączającego się telefonu.
-Dziś będzie xfactor. Będziesz ze mną oglądać? Od mojej sąsiadki Anne, mamy Harrego dowiedziałam się że Harry będzie w xfactorze. Jestem z niego taka dumna. Jak był mały przychodził do mnie ze swoją mamą na herbatę. Och ! Taki był cudny ! A jak śpiewał. Od zawsze do mnie przychodził i śpiewał - złączyła palec wskazujący i kciuk, przyłożyła do ust i cmoknęła. -No a jego zielone oczy ! Och podbiłyby serca wszystkich dziewczyn. Ale, poczekaj. Te jego loczki ! Jakby miał takiej długości jak ty to byście wyglądali tak podobnie.- gdy to powiedziała wyobraziłam sobie chłopaka o zielonych oczach i włosach mojej długości. Oczywiście skrzywiłam się bo mam bardzo bujną wyobraźnię i...
-Tak będę oglądać. W końcu to mój ulubiony program-powiedziałam z niechęcią. Nastała okropna cisza którą zakłóciła po paru minutach piosenka.- ciociu jak nazywa się ta piosenka.
-isn't she lovely, isn't she wonderful.-podśpiewywałaś sobie. Chyba wyrwałam ją z tej zadumy..-  och co? A jak się nazywa. Hm isn't she lovely. Jak dojedziemy do domu to podam ci hasło do Internetu i poszukaj sobie. A i zaraz będziemy koło sklepu to kupie coś do jedzenia. Idziesz ze mną?- spytała się jakby nie znała odpowiedzi.
-ciociu przecież wiesz że tam gdzie jest jedzenie tam i ja jestem-zaśmiałam się a potem dołączyła się ona. I wtedy jak na zawołanie zaburczało mi w brzuchu przez co wy buchnęłyśmy śmiechem jeszcze raz. Gdy weszłyśmy do sklepu ciocia powiedziała byśmy sie rozdzieliły  ja odrazu wzięłam woreczek i włożyłam siedem maślanych bułeczek, płatki czekoladowe, mleko, kakao, pianki, popcorn, jakieś chipsy, frytki, dwa duże pudełka Trukawkowych lodów.
Po piętnastu minutach stałyśmy już przy kasie. Ciocia płaciła.
Wyminęłam ją i jakiegoś starszego pana, wzięłam zakupy i skierowałam się do drzwi aby tam poczekać na ciocię.
-Zuzia pamiętaj w moim samochodzie nie jemy, nie pijemy. Okej?- Powiedziała ciocia unosząc prawą brew.
Rzuciłam tylko od niechcenia krótkie "no okej" i wsiadłam do samochodu. Kierunek Holmes Chapel.
-ciocia głodna jestem, kiedy dojedziemy?-Zatruwałam jej cały czas
-Ciocia głodna jestem, kiedy do jedziemy.-przedrzeźniała mnie. A potem obie wybuchłyśmy śmiechem.- Och kochanie już chyba chyba ciebie nie oddam mamie, oj już szesnasta a my jeszcze nie jadłyśmy obiadu. Zatrzymamy się w jakiejś restauracji, bo nie zrobiłam jedzenia-mówiła kończąc się śmiać.
Po piętnastu minutach dalszej jazdy zatrzymałyśmy się i poszłyśmy kupić coś do jedzenia. Natarczywie szukałam frytek aż w końcu znalazłam. Poprosiłam cioci aby zamówiła.
Po skończonym posiłku znowu wsiadłyśmy do samochodu, a mnie zaczęła okrążać mgła snu.
-ej mała nie zasypiaj bo już wysiadamy.-powiedziała zatrzymując samochód.
Wyskoczyłam z auta i podeszłam do bagażnika aby go otworzyć. Wzięłam walizki i siatki z zakupami a ciocia poszła do sąsiadki. Jak myślę chyba do pani Anne.
Zauwazylam jak ciocia rozmawiała z nią na schodach. Zdecydowałam się podejść do nich.
-Hi !-przywitała się "moja nowa sąsiadka".
-Hey.-powiedziałam i uśmiechnęłam się ukazując swoje dołeczki w policzkach.
-Ah! What a beautiful baby!-krzyknęła łapiąc się za policzki.
Spojrzałam się na ciocię. W tamtej chwili pojawiła się moja wada. Zamiast oblać się rumieńcem w moich oczach zebrały się łzy. Nie pewnie się uśmiechnęłam.
- My name is Anne. I am a mother of Harry.- powiedziała a ja powoli tłumaczyłam sobie każde słowo.-  Harry will arrive in two weeks (Harry przyjedzie za dwa tygodnie)- powiedziała a ja spojrzałam się na ciocię pytająco. Usłyszałam jak mówi coś do niej po angielsku i zwróciła się do mnie tłumacząc co powiedziała Anne. Sąsiadka podała klucz cioci i pożegnaliśmy się.
-Och. Kochanie zajdziesz do Anne pożyczyć cukier ?- powiedziała ciotka i spojrzała się na mnie błagalnie
-No okej. Ale-zmarszczyłam brwi i próbowałam coś wymyślić. - ale, aleee jak ee jak zrobisz ze mną ciastka !-krzyknęłam i zaklaskałam w ręce jak małe dziecko.
-No dobrze leć. A i właśnie po to był mi cukier-powiedziała i puściła mi oczko. Zaczęłam lubić te miejsce.  A za dwa tygodnie pokocham je jeszcze bardziej. Uśmiechnęłam się do siebie. Gdy stałam już przed drzwiami usłyszałam za plecami wołanie pani Anne. Coś mówiła ale jak to ja nic nie rozumiałam. Poprosiłam ją o cukier i gdy kierowałam się do wyjścia usłyszałam jak Anne mnie woła.
-Zuzano- mówiła patrząc się w mały ekranik telefonu.- dzis w xfactor Harreh jest. Bedziesz ogladac?- popatrzywszy na mnie z nad telefonu uśmiechnęła się słabo.
-Yes. -powiedziałam i już miałam wychodzić.
-You will fall?- spytała się. Dłuższy czas zastanawiałam się nad znaczeniem tego zdania ale moja odpowiedź była chyba odpowiednia.
-Yes-powiedziałam znowu i pomachałam wychodząc.
-Hej ciocia już jestem !-Krzyknęłam odkładając cukier na stolik przy drzwiach. Zdjęłam buty i założyłam kapcie. Chyba moje bo tu nie ma nikogo takiego jak Zuzanna. Kapcie miały kolor pudrowy ze wstążkami.
-Okej wchodź. Tam kap..-Nie dokończyła gdyż zobaczyła już je na moich nogach jak wchodziłam do kuchni gdzie reszta składników na ciastka-widzę że już znalazłaś. Zaniosłam twoje walizki do twojego nowego pokoju.
Podczas gdy robiliśmy ciastka spytałam się cioci co oznacza te zdanie co zadała mi mama Harrego. Wyszło że zgodziłam się iść do niej oglądać xfactor. Dowiedziałam się że to wielka chwila bo to są eliminacje. Harry i jakichś innych czterech chłopaków zostało połączone w zespół. Nazwali się One Direction.
Po upieczeniu ciasteczek pobiegłam do swojego tymczasowego pokoju i wyjęłam bluzę z jednej z walizek.
Nałożyłam ją i zeszłam do cioci. Stała już przy drzwiach trzymając pudełko z ciastkami. Gdy tylko ubrałam św ukochane niebieskie converse wyszłyśmy. Nie musieliśmy nawet pukać do drzwi bo Anne nas wepchnęła do domu. Usiadłyśmy we trzy na kanapie i zajadałyśmy się ciastkami. Dowiedziałam się że Harry ma siostrę Gemmę która wyjechała. Gdy już przyszedł czas na zespół One Direction zaniemówiłam. Stała tam piątka chłopaków. Od razu rozpoznałam Harrego, ale to dzięki cioci i Anne bo opowiadały mi o nim.
Harry. Zielone oczy, loki na całej głowie, ochrypły głos. Wow. Ideał.
Po obejrzeniu pożegnałyśmy się i od razu jak weszłam do domu cioci pobiegłam do pokoju krzycząc dobranoc.
Okazało się że Harry wrócił szybciej. Już trzy dni po xfactorze.
Tego dnia poszłam z ciocią się z nim przywitać i pogratulować mu. Teraz miał zespół.
Następnego dnia Harry zaproponował mi abyśmy poszli na spacer. Zgodziłam się. Byłam oczarowana tym o dwa lata starszym kudłatym chłopakiem.  Tego dnia nie było za ciepło a ja przez to wszystko zapomniałam bluzy. Chodziliśmy po Holmes Chapel cały dzień. O piętnastej zaszliśmy do jakiejś restauracji, baru? Nie wiem. Zamówiliśmy jedną dużą porcję frytek i zaczęliśmy jeść. Rozmawialiśmy ucząc się nawzajem języków. Po zjedzeniu wyszliśmy było już pół godziny po czwartej. Zaszliśmy do kina na jakiś horror. Rozumiałam tylko trochę no ale cóż jeśli jest się w dobrym towarzystwie to nawet najgorszy film może być najlepszy.
Po kinie poszliśmy na krótki spacer. Zrobiło mi się zimno. Chłopak o bujnych lokach zdjął z siebie bluzę i kazał mi nałożyć ją, a jak chciałam odmówić to wydął policzki, skrzyżował ręce na klatce piersiowej i udawał obrażonego. Naprawdę tu też są tacy ludzie? Nie wierze-mówiłam sobie w myślach. Po chwili wypuściłam powietrze i wywróciłam oczami i nałożyłam tą bluzę. Bluzę która była fioletowa z napisem Jack Wills. Pachniała Harrym.
-Harry zaśpiewaj mi coś.-powiedziałam jak usiedliśmy na ławce. Posłał mi pytające spojrzenie na co ja zachichotałam i udawałam że trzymam mikrofon i śpiewam.
Wywrócił oczami i zaczął..
-Now you were standing there right in front of me
 I hold on, it's getting harder to breath
 All of a sudden these lights are blinding me
 I never noticed how bright they would be
 I saw in the corner there is a photograph
 No doubt in my mind it's a picture of you
 It lies there alone on its bed of broken glass
 This bed was never made for two [...] Don't let me
 Don't let me
 Don't let me go
 'Cause I'm tired of feeling alone
 Don't let me
 Don't let me go
 'Cause I'm tired of sleeping alone.
Przez te kolejne tygodnie spędzaliśmy ze sobą każdą wolną minutę.
W dzień mojego odjazdu Harry był smutny. Mogliśmy się już nigdy nie zobaczyć. Nie. To on mógł mnie już nie zobaczyć. Pojechał ze mną i ciocią Izą na lotnisko. Był już koniec lata. Było nie za ciepło. Ale ja to ja nie założyłam bluzy. Harry dał znowu mi bluzę. Tą samą. Fioletową z napisem Jack Wills bluzę. Powiedział że mogę sobie ją zatrzymać bo ma taką jeszcze jedną.  Byłam niższa od niego o 10 cm. Gdy żegnałam się z ciocią Harry stał z boku. Podeszłam do niego, wdrapałam się na palce i zmierzwiłam mu włosy.
-Curly-powiedziałam a on sie uśmiechnął.
-Do widzenia. Zuzana-powiedział a ja zrobiłam wielkie oczy bo nigdy nie mówiłam przy nim do widzenia. Gdy to zobaczył tylko się zaśmiał i dał buzi w czoło. Uśmiechnęłam się i usłyszałam jak moja mama już czeka na mnie. Przyleciała z Kolonii znowu tu. Tym razem odebrać mnie. Ja nie chciałam jechać do domu. Nie chcę zostawiać Hazzy.
Ale dopiero sobie uświadomię to że to nie jest nasze ostatnie spotkanie.


czwartek, 25 grudnia 2014

Epilog

Ślub został zaplanowany na 25 czerwca. Czyli już jutro.
Wszystko jest zaplanowane już. Wszystko gotowe.
 Dzieci będą się ze sobą bawić. Tak dzieci.
 Z Harrym udało nam się zaadoptować małą Rosalie i Jasper'a
. Alexa i Niall doczekali się bliźniaczek, Claudia i Louis mają synka,Emily z Zayn'em starają się o kolejne dziecko. Diana ma już niezłe towarzystwo.
 Och. Zauważyłam już że syn Emily strasznie polubił Dianę. 
Mam jeszcze jedną wiadomość ! Przeszczep się przyjął. Udało się. Nigdy nie czułam sie tak wspaniale. 
Moja mama jest szczęśliwa że w końcu nie będę się zamartwiać o to co będzie dalej.
Tak. Zapomniałabym. Z Harrym i dziećmi wybieramy się na Kubę.
Będzie tak wspaniale ! A może zostawimy dzieci dla mamy? Och nie ! Jadą z nami na miesiąc miodowy.
Pozbyłam się wszystkich ''Pamiątek'' z przeszłości.
No nie wszystkich. Zdjęcia, pamiętniki zostawiłam.
-Kochanie. Zaraz spóźnimy się odebrać dzieci z przedszkola.-Usłyszałam Harrego. Stał w drzwiach.
-Już tylko skończę pisać. Poczekaj na mnie w samochodzie.-powiedziałam i wróciłam do pisania.
No drogi pamiętniczku. Ja już idę odebrać dzieci z przedszkola. 
Niedługo znowu do ciebie zawitam.
                              Violett Xx.
*Narrator*
Kolejne lata mijały, a Violett i Harry dawali sobie rady. Spędzali wspólnie najlepsze chwile. Nikt by nie powiedział że taka para istnieje. Och chyba że w bajkach. Nie wiem co dalej napisać. 
Prawie nigdy się nie kłócili. 
Odbył się już ich najważniejszy dzień. Violett wiedziała że tak czy siak szybciej umrze od Harrego.
Minęło 30 lat..
Tego wieczoru Violett źle się czuła. Wyrwała kartkę z pamiętnika i napisała..
Przepraszam was że dzieje się to tak szybko.
Harry, ja czuję że umieram. Kochaj całym swym sercem nasze dzieci. Troszcz się o nie.
                                                                                            Violet x.
Odłożyła kartkę na stół, przysunęła krzesło do okna, usiadła na nim i po prostu zasnęła. Snem wiecznym.
A więc tak. Wiem że to nie ma sensu i wg xd. No koniec już w końcu. Napiszę nowe ff na tym adresie. Prolog pojawi się na dniach xd.
Ale tytuł tego opowiadanie będzie nosił się ''Love is Love''. 

niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 20.-Harry boję się

Stanęłam przed Harrym który trzymał na rękach Dianę. Minęło już sześć miesięcy. Podjęłam chyba dobrą decyzję.
-Harry. Podjęłam decyzję-powiedziałam do niego a on odwrócił się do mnie.- Chcę. Ja pójdę na tą operację, obiecuję. Chcę spędzić z wami resztę życia. Dostałam już wiadomość że stoję w kolejce po nowy organ. Jeśli będzie dostępny zadzwonią do mnie. Nie chcę was opuszczać. Chcę aby Diana miała matkę. Harry, jeśli nie przeżyję postaraj się znaleźć kochającą macochę i żonę. Obiecuję że jeśli już będę tam u góry-Wskazałam palcem na niebo i dodałam- będę was pilnować. Będę waszym aniołem-Po skończeniu mojego krótkiego monologu podeszłam do moich skarbów i przytuliłam je. 
-Kocham cię-Wyszeptał Harreh. Odepchnął mnie na długość ramiona i powiedział te cudne słowa. Tak. Te cudne co zawsze, ale miały w sobie dziś tyle troski, miłości. 
-Moom-Usłyszałam, Och to była Diana !
-Chodź do mnie skarbie-powiedziałam i wzięłam małą od Harrego. -Harry idź po kurtkę Diany, idziemy na spacer. Chcesz z nami?-Och po co się pytałam on zawsze się zgodzi.
Po dwudziestu minutach wyszliśmy z domu. Skierowaliśmy się do London Eye.
-Pamiętasz ? Jak byliśmy tu pierwszy raz to tak się bałaś że cały czas byłaś we mnie wtulona-powiedział Harry z lekkim uśmiechem.
-Och nie przypominaj. Hmm może- Nie musiałam dokańczać bo Harry już wiedział o co chodzi. Pociągnął mnie za rękę.-Harreh ! Diana ! Kuźwa no. Zatrzymaj się! Harry no!- Kurwa Harry usłysz mnie.
-D-diana ? Przepraszam. Powinienem pamiętać że Diana jest mała. Ech. Chodźmy.
-Nie smuć się. Nie upadła żyje widzisz?-Starałam się go pocieszać.
Weszliśmy. 
Znowu te uczucie. Strach. Wszystkie złe wspomnienia mignęły mi przed oczami. 
-Harry. Boję się.-Powiedziałam. Harry podszedł do mnie i do Diany i przytulił nas. 
~.~
-Tak ? Och dobrze, tak rozumiem. Jutro o trzynastej? Tak będę na pewno. Dziękuję do widzenia.
Okej tylko jeszcze żeby Harry się nie dowiedział. Kuźwa boję się. Jak przeszczep się nie przyjmie ? Ogarnij dupe Violett. Uda się, Powiesz mu że musisz na chwilę wyjechać. Tak. Powiesz mu że wyjeżdżasz.
-Kochanie ? Czy coś się stało- Usłyszałam głos. Jego głos. Miałam go teraz okłamać?
-Uch wszystko dobrze tylko, Em tylko muszę jutro wyjechać na parę dni. Kocham Cię-Powiedziałam.
Podeszłam Do Harrego i pocałowałam go tak jakby miałby to być nasz ostatni pocałunek.
Skierowałam się do szafy w której była pudrowa walizka. Zabrałam ją do sypialni i zaczęłam pakować to co przyda mi się. Tylko aby się nie domyślił...
W duchu cieszyłam się że jadę. W końcu będę mogła się cieszyć życiem.
Nie. Znowu mi nie dobrze. Znowu będę rzygać? Ej dobra uspokój się. Idź do łazienki i zwróć wszystko co jadłaś.. Tak jak kiedyś. Pamiętasz? Pamiętasz jak zachorowałaś na bulimię? Jak specjalnie wymiotowałaś? Och przecież pamiętasz. Najgorszy okres w twoim życiu. Tym przeklętym, jebanym życiu. Och. Przypomnij sobie jeszcze to:
Miałaś tego jebanego przyjaciela.. Spotykałaś i bawiłaś się z nim prawie codziennie. Nie przeszkadzało wam to co gadają inni. Tak przecież przyjaźniliście się odkąd pamiętasz. Czemu ja tak w ogóle do siebie gadam? Och. Wróć.
Pewnego dnia chciał on zaimponować przecież swojemu kumplowi. Pamiętam jak pobiegłam wtedy z płaczem do mamy. Ona nic z tym nie zrobiła. Miałam wtedy czternaście lat. Wtedy zaczęło się wszystko sypać. Zerwałam z nim kontakt. O ! Pamiętam jeszcze. To było też jak miałam czternaście lat. Cholernie wtedy kochałam takiego debila. Po raz kolejny wtedy sięgnęłam po ''koleżankę''. Powiedziałam mu to. On był wtedy w związku z moją koleżanką.. Cholernie to przeżyłam ale i tak ważne było dla mnie ich szczęście. Mogę powiedzieć że ''szczęście'' zawitało do mnie dopiero jak przyjechałam tu. Do Londynu. Poznałam Harrego i resztę. odnalazłam Emily.
-Kochanie na pewno wszystko dobrze? Wyglądasz na smutną-Podszedł do mnie i pogładził mnie po ramieniu. Miałam łzy w oczach.
-Tak wszystko jest dobrze Kurwa nic nie jest dobrze. Okłamałam cię. Jadę na cholerny przeszczep, jak się nie przyjmie to nie ma już dla mnie szans.-Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Po godzinie pakowania się poszłam przebrać Dianę w niebieską sukienkę.
-Patrz jak pięknie dziś wyglądasz mała.-powiedziałam do niej stojąc z nią przed lustrem.
~.~
Już trzynasta. Stoję właśnie przed szpitalem. Raz, dwa, trzy i wchodzę. 
-Dzień dobry. Ja..
-Tak, tak. proszę za mną- przerwała mi jakaś blondi pielęgniarka. 
Poszłam za nią.
-Tu jest pani sala. Za godzinę będzie pani przyszykowana do operacji.
Och tylko żeby się ten jebany przeszczep przyjął bo inaczej cię zatłukę pusta lalo (nie żebym miała coś do blondynek xd. ale tak jakoś wyszło haha xd) .
Operacja się zbliża. Boję się.
~.~
Miesiąc później...
-Harry ! Już jestem !-Krzyknęłam gdy przekroczyłam próg domu.
-W końcu !- Usłyszałam znany mi na pamięć głos z kuchni.
-Muszę ci coś powiedzieć. Usiądź-Powiedziałam zdejmując płaszcz. 
Podeszłam do siedzącego na kanapie Harrego. Muszę mu powiedzieć.
-Przepraszam. Przepraszam że cię okłamałam. Przepraszam że wyjechałam-zaczęłam, czekałam chwilę aż odpowie ale nic nie powiedział. Słuchał mnie. Ja. Ja byłam na operacji. Dostałam leki na to aby organ się przyjął. Boję się cholernie co będzie dalej.
-Kocham Cię.- Czyżby to były jedyne słowa które dał rady powiedzieć? Ależ nie!- Rozumiem. Ale nie rób już tak więcej. Proszę. Chodź pewnie nie możesz się przemęczać. 
Harry. Mój mały romantyk wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Gdy weszliśmy posadził mnie na łóżku na którym znajdowały się róże. Och. Skąd wiedział że dziś przyjadę? A zresztą.
Czy mi się wydaję czy Harreh ukląkł ?
-Moja droga, mała Violett. Czy chciałabyś zostać moją jedyną, kochaną, najwspanialszą żoną?- Spytał mnie i wyjął spod łóżka małe pudełeczko z pierścionkiem. Czuję jak moje policzki robią się czerwone.
-T-tak- Powiedziałam prawie wstając.
Harry szybko położył pudełko z pierścionkiem na łóżko i podniósł mnie do góry.

sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 19.-wiedziałem że nadejdzie czas

-Co? Gdzie ja jestem. Harry ! Harry nie wchodź tu ! Słyszysz? Tu jestem ! Harry. Kurwa co się dzieje. Czemu widzę siebie- cały czas mówiłam. Czemu mnie nie słyszą? Czy ja... O nie. Nie mogłam umrzeć. Co się dzieje? Czemu idę w dół?-Harry?
-Kochanie. Wiedziałem że nadejdzie czas ale teraz? Kocham cię skarbie. Zajmę się Dianą jak najlepiej. Obiecuję-po twarzy Harrego spływały łzy. Niech on nie płacze. Tu jestem.
-Wróciła!-usłyszałam jakiegoś lekarza.
czemu nic nie mogę powiedzieć?
Zasnęłam.
~.~
-kochanie już wstałaś?-usłyszałam zachrypnięty głos loczka.
-gdzie ja, och. Czyli żyję. Jejku Harry ja żyję? To nie sen? Czy ja wtedy. Wtedy umarłam?- zalałam go falą pytań.
-jesteś w szpitalu. Żyjesz. To nie był sen-jego głos się załamał.- Musisz zostać się w szpitalu. Będziesz mieć jakieś badania czy coś. Wszystko byś żyła. Wtedy. Wtedy byłaś bliska śmierci.-Zaczął płakać. Chciałam go przytulić ale te wszystkie rzeczy mi przeszkadzały- Dam radę kochanie damy radę.
~.~
*Narrator*
Po trzech miesiącach Violett wróciła do domu, chociaż dalej jest osłabiona. Lekarze dali jej tylko dwa lata życia jeśli nie podejmie się operacji.
Tak wiem krótszy od wczorajszego. Ale powiem wam że już się wypaliłam.

piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 18.- Nie dajcie jej umrzeć

Te trzy miesiące minęły spokojnie. Zbliżał się wrzesień i termin porodu.
-już za trzy tygodnie zawitamy Dianę w domu.-powiedział Harry przytulając mnie od tyłu i gładząc mój brzuch.-och jak mocno kopnęła-zaśmiał się.
-Harry źle się dzisiaj czuję.-powiedziałam. Po chwili zgięłam sie w pól z bólu.-Harry pomocy
-kuźwa co się dzieje? Violett?! O nie ty. Jeszcze trzy tygodnie! Cholera. Jedziemy do szpitala.
Harry wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu.
-cholera ! Jebany korek. Dzwonie po pogotowie-powiedzial wyciągając telefon z kieszeni-potrzebuję pomocy, moja dziewczyna strasznie źle się czuje. Jest w ósmym miesiącu ciąży-Harry podał miejsce gdzie sie znajdujemy i zostało nam jeszcze czekać. Nie minęło nawet pięć minut a już byłam w ambulansie. Niestety Harry musiał jechać sam.
widziałam tylko jak wiążą mnie na jakąś salę.
-będziemy musieli zrobić cesarskie cięcie.
-Błagam nie dajcie jej umrzeć-wyszeptałam. Dalej nic już nie wiedziałam. Widziałam tylko jak zabierają Dianę do innej sali.
Zasnęłam.
Gdy się obudziłam byłam w jakiejś sali.
-Dzień dobry mamy dobrą wiadomość. Diana przeżyła. Mamy jeszcze złe wiadomości.-mówiła podkreślając dwa ostatnie słowa.
-Jak to złe?-spytałam się
- Diana miała mieć siostrę. Pani zemdlała a my nie daliśmy rady jej uratować. Mam do pani pytanie.
-Tak?-spytałam zaniepokojona.
- Czy pani jest..-nie skończyła. W drzwiach stał jakiś facet. Chyba lekarz.
-Mamy dobrą wiadomość. Pani wyniki są. Halo?
już nic nie słyszałam.
Czy ja umarłam?

Rozdział 17.-A może Diana ?

Ten rozdział jest dla Klaudii
Nie gnęb mnie więcej o to xd
*Claudia*
Przez te cztery miesiące Violett i Harry zachowywali się jakoś dziwnie. Tylko gdy do mnie przychodzili lub do mamy Vi mieli ze sobą jakieś prezenty. Ciekawe co jest na rzeczy?
Siedziałam z Louis'em na kanapie u mamy Violett. Nie wiedziałam co chcą nam powiedzieć. Nie, no dobra domyślam się.
-Pewnie jest w ciąży- szepnął Lou, a ja cicho się zaśmiałam.
-No dobra usiądźcie wszyscy.-Powiedziała Violett. Widziałam w jej oczach iskierki podekscytowania i radości. Popatrzyła się na Harrego a on ją objął w pasie i przyciągnął do siebie. Jej policzki miały teraz barwę różową.- Ja. To znaczy ja i Harry postanowiliśmy że zaadoptujemy dziecko, ale dopiero gdy urodzi się. Właśnie Harry jak ją nazwiemy?-Mówiła cały czas śmiejąc się.
-Ja mam pomysł !-Krzyknęłam- Może nazwij ją..Czekaj co?-Jaka ja głupia. Czyli jest w ciąży? Och ! Jaka szczęśliwa jestem
-Tak jestem w ciąży, jutro idę na badania. piąty miesiąc. Mam przeczucie że to dziewczynka-Powiedziała odwracając się do Harrego.-No okej, to jaką masz propozycję Emi?
-Może Diana?-powiedziałam i po chwili uniosłam jedną brew do góry.
-A kiedy my będziemy mieć dzieci?-szepnął do mojego ucha Louis.
-Już niedługo okej-Szepnęłam do niego i pocałowałam go w policzek
Zobaczyłam jak moje kochane zakochańce wychodzą z salonu. Trochę ich nie było. Przestałam się martwić jak usłyszałam kroki.
-A więc uzgodniłam z Harrym i nazwiemy córkę dwoma imionami. Pierwsze to Diana, a drugie Anne.
-Och jak pięknie-wstałam i klasnęłam w dłonie.
~.~
-Dziewczyny! Idziemy-krzyknęłam do Alex i Violett Znajdowałyśmy się w centrum handlowym.- Na naszą potrójną randkę musimy jakoś wyglądać.
Po dwóch godzinach szukania sukienek na randkę poszłyśmy do Nandos coś zjeść. Nie wiedziałyśmy jednak że spotkamy tam Niall'a. Alexa od razu do niego podbiegła krzycząc jego imię, gdy się odwrócił zrobił dziwną minę i złapał ją w ramiona.
-Patrz. Czy nie wyglądają zbyt uroczo?-powiedziała moja kochana Violett.
-Och i to za bardzo uroczo.- Gdy to powiedziałam wybuchnęłyśmy śmiechem. Postanowiłam że podejdziemy do nich.
Zamówiliśmy jedzenie i zaczęliśmy jeść. Niall z Alexą siedzieli obok, ja siedziałam naprzeciwko Vi.
Dwie godziny później Pożegnałyśmy się z Niall'em.
-Okej ja zrobię makijaż dla Violett, a ty mi-powiedziała do mnie Alexa
-A kto mi zrobi?-spytałam ze smutną miną.
Dziewczyny popatrzyły się na siebie a potem na mnie.
-Obie!-wybuchnęły.
Po skończeniu przygotowań zrobiłyśmy mały ''wybieg mody''.
-Kuźwa ! Za pięć minut przyjadą chłopacy-Krzyknęła Violett.-Muszę napisać do Emily.- Vi odwróciła i napisała do Emi.- Okej możemy iść.-powiedziała i zaczęła biec po schodach.-Otworzę drzwi !
Moja kochana Violett przywitała chłopaków i wpuściła do salonu.
-Hej kocie-powiedział Louis. Posłałam mu uśmiech i wzięłam do rąk różę. Czerwoną różę.
-Pięknie pachnie. Nie było trzeba kochanie.-Powiedziałam i dałam mu buziaka w czoło.
Wszyscy wsiedliśmy do czarnego samochodu.
Droga zeszła nam około 20 minut. Weszliśmy do jakiejś restauracji i zamówiliśmy danie 17.
Po dwóch godzinach rozmów wróciliśmy do domu. Wszyscy spaliśmy u Louisa. Niall i Alexa na kanapie, ja i Lou w łóżku, NASZYM, a Violett i Harry w łóżku w pokoju gościnnym.
TAK WIEM ROZDZIAŁ CHOLERNIE KRÓTKI. MAM POMYSŁ NA KOLEJNY KTÓRY POJAWI SIĘ ALBO DZIŚ ALBO JUTRO. JESZCZE TYLKO 3 ROZDZIAŁY I EPILOG *.*

czwartek, 18 grudnia 2014

Rozdział 16.- Cholernie wspaniale, tak idealni

Przeczytajcie krótką notkę pod rozdziałem xd.
Muzyka:
Sen. Jedyna rzecz której teraz potrzebowałam.
Usłyszałam jakieś szepty.
-''Nie może ... wejść, wstęp jest ... rodz...-Słyszałam urywki wyrazów.
-chłopakiem-usłyszałam znajomy podniesiony głos.
-Ale prosze nie wchodzić-usłyszałam pigułę 
Po chwili zobaczyłam że drzwi się otworzyły. Zaczęłam udawać że śpię.
-Violett. Kochanie przepraszam. Co się dzieje-usłyszałam zmartwiony głos.-Nie chcę abyś odchodziła.
Nie wytrzymałam. Jedna łza spłynęła mi po policzku. Otworzyłam oczy.
-Harry ja.. Ja przepraszam.-zaczęłam.-Nie chcę abyś miał dziewczyny która może umrzeć w każdej chwili-Kurwa musiałam powiedzieć. Nie zdążyłam nic dodać.
-Co ?! Ty umierasz?!-Zaczął. Widziałam zmartwienie i panikę w jego oczach. Nie dałam rady mu odpowiedzieć.-Violett. Wiesz, ja ciebie nigdy nie zostawię skarbie. Nigdy przenigdy.-Powiedział, schylił i położył głowę na moim brzuchu.- Wiem że znamy się krótko kochanie. Ale, ja nigdy nie czułem się tak Hmm wspaniale ? Te słowo nie wystarcza, Czuję się przy tobie cholernie wspaniale, tak idealnie, Nigdy nie czułem tak wielkiej chęci spędzić z kimś całe życie. Zrobię wszystko abyś żyła-Powiedział to, po chwili usłyszałam cichy płacz.
-Harry. Dziękuję że jesteś. Przepraszam że spotkało nas to. Cholernie cię kocham. A i nie jesteś za lekki.
~.~
Po paru miesiącach ''walki'' z chorobą wyszłam ze szpitala. Mam nadzieję że długo tu nie zawitam.
-Wiesz co Vi?-Spytał się a ja popatrzyłam sie na niego pytająco- Ładnie byś wyglądała z dużym brzuszkiem
Zaczęłam się śmiać.
-Ty mówisz na poważnie? Ale kiedy tak byśmy ?-Powiedziałam dalej śmiejąc się. Walnęłam go pięścią w ramię.
-Ałć!-powiedział- Mówię strasznie poważnie. Chciałbym być ojcem naszych dzieci.
Nic nie odpowiedziałam tylko się uśmiechnęłam.
Po godzinie byliśmy w domu, dalej w Polsce.
-Dziś, albo nie. Jutro zabieram cię ze sobą, wracamy do Londynu. Wezmę cię na London Eye.
-Dobrze. Idziemy gdzieś dzisiaj?
-Nie. Chodź już na kolację-powiedział i wziął mnie za rękę.
-Mamo jutro wracam do Londynu.-Powiedziałam.-Prze..-Harry przerwał mi
-Kupiłem trzy bilety, jakby pani chciała to-powiedział a ja spojrzałam się na  niego robiąc wielkie oczy.
-Mogę? Och z chęcią, O ! Jejku, Violett zapomniałam ci powiedzieć.Chodź usiądźmy.
-Okej co chcesz powiedzieć-spytałam się siadając w środku.
-Dostałam spadek po Babci Dianie. Mały domek w Londynie. Jeślibyście chcieli to możecie tam zamieszkać, znajduje się w dzielnicy Lambeth. Nie daleko znajduje się London Eye.
-Mamo ! My też mieszkamy na tej dzielnicy. Ojej, będziemy mieszkać tak blisko.-Wstałam i przytuliłam się do mamy.
-Przepraszam. Violett muszę wyjść, wrócę za godzinę dwie.-powiedział i dał mi buzi na pożegnanie
-Ale jest już dwudziesta, a ty gdzieś idziesz?-spytałam się. Trochę mnie zdziwiło to że musiał wyjść.
-Wrócę niedługo. Pa-powiedział i wyszedł
-Chodź Córka. Oglądniemy jakiś film jak kiedyś ?-powiedziała i poklepała miejsce obok siebie.
-No okej, mamy jeszcze popcorn ? -podeszłam do szafki z przeróżnymi jedzeniami i spytałam się. Jak zwykle musiałam wleźć na blat.
-Tak poszukaj tam, w lodówce jest cola.-powiedziała, usłyszałam jak podchodziła do mnie
-Dobra już mam.-powiedziałam
Po sześciu minutach popcorn był gotowy.
Wzięłam wszystko i poszłam położyć wszystko na stolik, odwróciłam się twarzą do mamy i położyłam się koło niej na kanapie.
-Co oglądamy?-spytałam
-Nie wiem, zaczęło się już-Powiedziała.- Violett. Znasz Harrego krótko, ale widzę jak przejmuje się tobą. On cię kocha i to bardzo. 
-Wiem mamo. Nie mów mu nic, ale chciałabym aby jego prośba się spełniła.-Powiedziałam. Myślałam że nie dam rady.-Chcę mieć z nim dzieci.
-Co ? Violett jesteś tego pewna ? na sto procent ?-Powiedziała zaskoczona
-Tak mamo.
Gdy skończyłyśmy oglądać film rozeszłyśmy się do pokoi. Przebrałam się w piżamę i zamierzałam już iść spać. Ale nie bo po co ? Ktoś musiał zamknąć drzwi i teraz ktoś się do nich dobija
-Violett ! otwórz drzwi bo jestem zajęta-krzyknęła.
Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi. 
W drzwiach stał Harry. Trzymał w ręku białe róże i czerwone wino.
Zobaczył że stoję w drzwiach.. Rozłożył ramiona, opatulił mnie nimi i namiętnie mnie pocałował.
Oderwaliśmy się aby złapać powietrze, Halo? przypomni mi ktoś jak się oddycha ?
-Harry idź do mnie ja idę po kieliszki-powiedziałam i skierowałam się do kuchni. Wzięłam pierwsze lepsze kieliszki i pobiegłam do sypialni uważając aby przypadkiem nie upaść.
Weszłam do pokoju róże były rozłożone po sypialni. Postawiłam kieliszki na szafce. Z łazienki wyszedł Harry. Pocałował mnie w czoło i nalał wino do kieliszków.
Rozmawialiśmy ze sobą długo. Bardzo długo. 
-Harry, ja to sobie przemyślałam. Chcę mieć z tobą dzieci.
-Och. Wow no okej-Powiedział zdziwiony ale wydawał się też zadowolony.-Kocham Cię szkrabie.
*nie będę opisywać bo nie umiem haaha xd*
Po całym tym zdarzeniu przytuliliśmy się do siebie i zaczęliśmy się całować.
-I że cię nie opuszczę-Powiedział cicho.-Dobranoc szkrabie, och poczekaj. Zapomniałem ci powiedzieć. Emily została odnaleziona, dowiedziała się o tym że Zayn ją zdradzał ale wybaczyła mu. Jest z nim w ciąży.
-Och to dobrze.-powiedziałam szczęśliwa, łzy szczęścia zlatywały po moim policzku.-Dobranoc.
Zasnęliśmy wtuleni w siebie.
~.~
-Harry ! Harry-Krzyczałam.
-Violett co się stało ?!-Usłyszałam jak biegnie po schodach do naszego domu. Już w Londynie.
-Ja.. My. Będziemy rodzicami !-Krzyczałam z radości. Rzuciłam mu się w objęcia. Czułam się tak szczęśliwie.
Trwaliśmy przytuleni do siebie dobre parę minut.
-Chyba musimy o tym powiedzieć naszym najbliższym.-powiedziałam
-Och tak. Podskoczymy najpierw do sklepu.
A więc tak kochani ! Dodaję to dziś bo dojdziemy do 20 rozdziału + epilog i koniec ! Jutro może będzie jeszcze jeden rozdział ^_^ 
ps. Piszę ten rozdział już szósty raz ;__;

piątek, 12 grudnia 2014

Ogłoszenie.. Rozdział 15- Łzy są jak rwąca rzeka..

Najpierw zacznę od ogłoszeń. Czcionka i inne zmieniam. Zauważycie później zmiany xd. Będę do każdego rozdziału dodawać muzykę.
Muzyka: Klik
*Violett*
-Kocie. Zmiana planów. Co powiesz na jakąś dorosłą imprezę-Powiedział do mnie Harry jak byłam już ubrana.
-po pierwsze. Nie mówi się ''dorosła impreza'' mówi się bal, po drugie ja miałam coś innego w planach- Powiedziałam to już ze śmiechem.- No ale okej. Po trzecie nie umiem tańczyć.
-Ja też nie więc. Oj tam chodź idziemy po suknię i do makijażystki i w ogóle. Chodź ja ci wszystko zafunduję. Wiesz ostatni wspólny wieczór.-Ostatnie zdanie powiedział bardzo smutno.
Kiedy ostatni raz byłam na balu? Hm tylko studniówka. Pamiętam do dziś. Długa różowa suknia, Czarne buty na obcasie... Moje pierwsze obcasy.
Poczułam w kieszeni wibracje. To był sms od Emily.
Muzyka: Klik
''Kochana Violett. Zawsze będę przy tobie ale.. Powiedz Zayn'owi że go kochałam, kocham i kochać będę. Kocham was wszystkich. Wasza Em.''
*Emily*
Wysłałam jej tego cholernego sms'a. Na szczęście nie wiedzą gdzie jestem. 
Za chwilę powinna przyjść dziewczyna z moim towarem.
Byłam ubrana na czarno. Miałam workowatą bluzę z wielkim kapturem, tylko aby mnie nikt nie rozpoznał.
Usłyszałam jak ktoś biegnie. 
Była to dziewczyna ubrana podobnie do mnie tylko na różowo. 
-Hej. Masz?-powiedziałam
-Daj ''chusteczki''-powiedziała. Pamiętałam aby kase włożyć do nich. Wyjęłam je. Podałam jej, w tej chwili włożyła mi do ręki torebkę z białym proszkiem. Włożyłam od razu do kieszeni.
-Dzięki-powiedziałam i poszłam.
Po piętnastu minutach byłam na miejscu. 
Co będzie jak domyślą się że tu jestem? Przecież mogą się dowiedzieć że jestem w miejscu gdzie pierwszy raz z Zayn'em. Ech.
-Przepraszam. Kocham was-powiedziała i zaczęłam to wszystko przygotowywać. Po paru minutach było wszystko przygotowane. 
Jakieś narkotyki, żyletka, leki i wódka leżały na ziemi.
Najpierw poszły narkotyki, leki, wódka i w końcu żyletka. 
Ostatnimi moimi słowami była piosenka..
Pour a little salt, we were never here
My, my, my, my, my, my, my, my

Leżałam nie przytomna...
*Violett*
-Kurwa Zayn. Gdzie ona może być?! Jak już nie żyje?! kurwa mać. Jakbym jej nie zostawiała-krzyczałam do słuchawki telefonu.
-Ja już wiem gdzie ona jest..-powiedział i usłyszałam jak rzuca telefonem.
-Zayn? Kurwa..-powiedziałam i rozłączyłam się.
-Kotku.-Usłyszałam-Wszystko będzie dobrze. Nie martw się.-powiedział to do mnie po angielsku aby mama nie domyślała się co się stało.
-Tak. Będzie dobrze. Ona jest jak moja siostra. Kocham ją bardzo-powiedziałam. Nie minęła sekunda i już po policzku spływała łza. 
Harry przytulił mnie, łzy leciały mi jak strumienie. 
Łzy są jak rwąca rzeka.
-Nie płaczemy kochanie. Będzie dobrze. Jest ona silna nie wiem co jej odbiło. Nikt nie wie. -Powiedział i pocałował mnie w czoło z taką wielką czułością.
-Czemu moje życie nie jest spokojne? Jak mnie nie porwą to moja ''siostra'' próbuje popełnić samobójstwo. Harry ja tak dalej nie mogę !-Powiedziałam.-To wszystko zaczęło się jak..Jak przyjechałam do Londynu.. Jak poznałam ciebie. Moje życie nie jest normalne. Masz cały czas ze mną kłopoty. Nienawidzę tego jak codziennie rano wstaję z myślą co by było gdyby.. To za dużo dla mnie. Dla nas. Kocham cię ale ja na ciebie nie zasługuję.Przepraszam
Jego oczy szeroko się otworzyły. Chyba zrozumiał że chcę z nim zerwać..
-Vi. Czy ty chcesz ze mną zerwać? Dlaczego ja.. ja dalej nic nie rozumiem-powiedział i zaczął się denerwować-W czym ja zawiniłem. Co mam zrobić abyśmy byli razem. Violett. Kochanie. Nie ja nie wytrzymam, Jezu skarbie. Nie ja nie mogę-Powiedział to i wyszedł z pokoju. Łzy zaczęły mi spadać na ziemię. Nie doszłam do łóżka. Leżałam skulona na środku pokoju. Wstałam dopiero jak zobaczyłam że mama trzaska drzwiami. Jak biegnie za MOIM skarbeńkiem. Którego właśnie rzuciłam..
-Kurwa co ja do cholery robię ! Mam tego dość ! Nie dam rady, kurwa mać no jezu... Żyletka.- Zerwałam się z miejsca i pobiegłam do łazienki-Kurwa najpierw list.
Wzięłam byle jaką kartkę i napisałam:
''Przepraszam ale ja już tak nie mogę. Krzywdzę wszystkich. Kocham Cię mamo. Kocham Harrego. Powiedz mu aby się o mnie nie martwił. Będę jego aniołem. Kocham was. Wasza Violett
Ps. Łzy są jak rwąca rzeka''
Przeczytałam z trzy razy to co napisałam, łzy spadały mi strumieniami. Zanim się obejrzałam kartka była mokra. Poszłam do kuchni i położyłam kartkę. 
Zostawiłam ją, podeszłam do laptopa mamy. Włączyłam Piosenkę przy której tańczyłam z Harrym.
Clown
Poszłam do pokoju, Już tam ona czekała. Błyszczała się. Sięgnęłam po nią.
-Rach i ciach. Ałć-skrzywiłam się-Kochana Vi zaraz przestanie boleć. I do cholery przestań gadać sama do siebie.
Oczy powoli zamykały mi się. Usłyszałam jak ktoś wchodzi po schodach. 
-Dam rady. Kurwa Vi doczołgaj się do tej łazienki-mówiłam szeptem do siebie. Udało mi się. Dosięgnęłam klamki. Zamknęłam się.
Usłyszałam kroki. Ktoś szedł.
-Vi.Viol.-to Harry. Nie mógł głosu z siebie wydobyć.-Violett. Ta piosenka. Ona. Kuźwa..-Zaczął panikować-Kurwa gdzie jesteś. kurwa Vi do cholery to przeze mnie ? Vi kochanie odejdę od nich. Kurwa gdzie jesteś.-cholernie panikował. 
-Tu-zajęczałam, kompletnie już nie wiedziałam co się dzieje. 
Cisza.
~*~
Parę dni po próbie samobójczej..
-Kochanie obiecuję że cię nie opuszczę-usłyszałam. Kolejny raz miałam coś dziwnego przyczepionego do dłoni i ręce w bandażach.
-Harry.Ja przepraszam-powiedziałam, a Harry przyłożył palec do moich ust. Uśmiechnęłam się nie prawdziwie. Bolało mnie wszystko.-Co z Emily?
-Ona..Jest już-czy on chciał powiedzieć że Em nie żyje?-Emi ona nie chcę mówić że może umrzeć. Hm jest w stanie krytycznym ale stabilnym.
-Poczekaj. A gdzie my jesteśmy? W Polsce czy w Londynie?-spytałam się zdezorientowana 
-W Polsce.-powiedział i pogłaskał mnie po czole
-Kocie oczy.-powiedziałam. A właściwie co ja powiedziałam?!-Jezu nie co ja gadam. Przepraszam. To wszystko ech.
-Tak. wiem dużo osób mi mówiło że mam kocie oczy. Nie bądź zazdrosna tylko!-powiedział i zrobił naburmuszoną minę.
-Głowa mnie boli. Czy mogę.-nie dał mi dokończyć.
-Ja pójdę,a ty idź spać. Dobranoc- Buzi w czółko na pożegnanie i poszedł. 
Sen zmorzył mnie od razu. 
-Vi. Violett obudź się-usłyszałam-Weź się obudź. Ej skarbeńku, no malutka ty moja.-Jak zawsze mama gadała do mnie jakieś słodkości. 
-Gdzie. Gdzie jest Harry?-wymamrotałam
-Musiał wyjechać.-powiedziała smutno-Wiesz nawet go polubiłam. Ale co się z wami stało? Kochanie czemu TO zrobiłaś? Czy on cię zostawił?-pytała się
Nie miałam najmniejszej ochoty odpowiadać. Przez parę minut siedziałam cicho.
-Mamo?-zaczęłam- Może zacznę tak. Stało się dużo. Nie mogę tego powiedzieć, nie ważne dlaczego. Ech Zrobiłam to bo go skrzywdziłam. Kocham go ale ja tak nie mogę. Cholernie go zraniłam tym że ma ze mną cały czas kłopoty. tak mamo KŁOPOTY. Ja go rzuciłam, chciałam aby miał mniej kłopotów. Aby ode mnie odpoczął- W gardle zaczęła rosnąć gula.-Mamo. Nie dobrze mi.
Po chwili przyszła pielęgniarka.
-Będzie wymiotować, mogłaby pani wyjść-powiedziała swym twardym głosem. 
-Dobrze ale..-widziałam tylko jak mama została wypchnięta.
Po chwili zawartość tego co jeszcze miałam w żołądku wyleciała ze mnie.
-Prosze pani. Czemu wymiotuje? Przecież nie jestem chora-powiedziałam zmartwiona.
-Nie wiemy jeszcze dowie się pani w najbliższym czasie.-powiedziała. Posprzątała po mnie i wyszła.
~*~
-Dzień dobry. Mamy dla pani wyniki. Ale-przerwała lekarka którą polubiłam, a ona polubiła mnie. Zobaczyłam łzy w jej oczach.- Mamy złe. Przepraszam.
-Proszę pani. Czy ja-zaczęłam- Jestem chora ?
-Przepraszam. Ma pani. Raka. Raka żołądka.-powiedziała, w moich oczach zaroiło się od łez.
-Nie, nie nie. Nie !-Krzyczałam. Po jakichś pięciu minutach rzuciłam głową o poduszkę.-Jezu Harry przepraszam że jestem twoją dziewczyną
-Harry?-spytała się- Och. Czy chciałaby pani aby się dowiedział?
-Nie. Na razie nie. Ale teraz przepraszam. Jestem zmęczona.-powiedziałam i ziewnęłam
-Dobranoc.-powiedziała i usłyszałam drzwi. Usłyszałam je drugi raz.
-Violett. Kochanie zrobię wszystko abyś żyła. Harry już do ciebie jedzie. Na razie nie wie co z tobą jest. Przerwał wszystko i jedzie tu. Kocham cię.-powiedziała mama. Jak mogłam przed nią teraz udawać że śpię? Mało brakowało abym poruszyła się.- Widzę że śpisz. Dobranoc kochanie.
Mamo ale ja nie śpię. Mamo. Kocham was. Kocham ciebie, Harrego, wszystkich najmocniej na świecie. Nie wiedziałam że mogę być aż tak chora. Rak żołądka? Myślałam że nie ma takiego czegoś. Ble.
-Proszę cię Panie Boże abym wyzdrowiała. Aby Harry nie cierpiał-szepnęłam..
No to już rozdział 15. Nie wiedziałam że tak daleko zajde haha xd. A więc tak jak zwykle 4 kom i rozdział ukazuje się w piątek ^^

wtorek, 9 grudnia 2014

Ogłoszenia :(

Postanowiłam że rozdziały będą pojawiały się w piątek o różnych godzinach.
Jeśli to czytacie skomentujcie to ! 
Rozdział 14.
Zjadłam śniadanie i poszłam do pokoju. Byłam nawet nie wkurzona ale wkurwiona.
Nie chciałam się ubierać, więc rzuciłam się na łóżko. 
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Wiedziałam że to Harry.
-Nie zaprosiłam cię tutaj-powiedziałam chamsko. Harry położył się obok mnie. Wziął moją lewą rękę i popatrzył się na nią.
-Nigdy nie widziałeś ran?-powiedziałam. Miałam jak na razie dość wszystkiego.
-Lubię patrzeć na rany, a zwłaszcza na twoje-powiedział. To co dodał bardzo mnie zdziwiło- Lubię bardziej twoje niż moje-Jaka ja byłam ślepa że ich nie zauważyłam. Popatrzyłam się w jego piękne oczy.Były głębokie jak morze, a ja byłam w jego środku. Topiłam się w jego oczach. Z niewiadomych przyczyn łzy spłynęły mi po policzku, Harry nie chciał patrzeć jak płaczę więc szybko je wytarł.
-Nie chcę abyś wyjeżdżał.-powiedziałam z lekką chrypką. Mój głos był o wiele bardziej zachrypnięty niż zwykle.
-A ja nie chcę cie opuszczać. Chodź, trzeba się ubrać.-Powiedział to i wstał z łóżka. Obszedł je dookoła i zatrzymał się koło mnie. Schylił się i podał mi rękę. Przyjęłam ją i on pomógł mi wstać.
-Poczekaj. Dziś ja coś dla ciebie wybiorę.-powiedział-Hmm co najbardziej lubisz? wiesz bluzy, t-shirty, koszule, swetry.
-Swetry. Uwielbiam-powiedziałam. A on zaglądnął do mojej szuflady. Wyjął  czarny sweter i  ciemne jeansy. Po chwili znalazło to się na łóżku.
Podszedł do szafki z bielizną..
-Harry nie !-krzyknęłam i rzuciłam się do szafki. Tam miałam pochowane żyletki..
-Jejku-Podniósł ręce do góry.-Tylko chciałem...
-Tak wiem. Ale tam są też moje rzeczy których nie powinieneś widzieć-Kurwa jak to zabrzmiało.
Włożyłam rękę do szuflady i wzięłam bieliznę. 
-Idę się przebrać. Jak wyjdę z łazienki ma nie być ciebie u mnie w pokoju.-powiedziałam ostro.
On tylko coś powiedział pod nosem, a ja weszłam do łazienki.
-No szlak niech ! zostawiłam ubrania na łóżku !-powiedziałam do siebie.
Owinęłam się w ręcznik bo zdjęłam już z siebie ubrania. Wyszłam z łazienki z nadzieją że nie ma w pokoju Harrego. Moje obawy się potwierdziły.
-Miałeś wyjść-Powiedziałam i podeszłam wziąć ubrania.
-Wyglądasz o wiele ładniej bez ubrań-Powiedział i mrugnął do mnie.
-Ach ty flirciarzu. Nie pozwalaj sobie na dużo.-Odpowiedziałam, podeszłam do Harrego i pocałowałam go przelotnie. 
On musiał mnie opuścić. Ech.. Nie chcę tego. Chcę aby był przy mnie. Nie wytrzymam bez mojego misia.
Po piętnastu minutach wyszłam z łazienki. Nie zdziwiło mnie to że moje słońce był w pokoju.
-Misiek-Powiedziałam na głos. ups-Em Harry co dziś robimy? wiesz ostatni dzień razem.
-A na co masz ochotę kiciu?-powiedział i zaśmiał się. Zrobiłam to samo i po chwili wylądowałam koło niego na łóżku.
-Może pojedziemy do wesołego miasteczka?
-Okej.-Powiedziałam sucho, sama nie wiedząc dlaczego. Coś popsuło mi humor..
Piszę to już drugi dzień ! Ciężko mi pisać już :( Jak będzie 4 komentarze dodam kolejną część

niedziela, 7 grudnia 2014

Mam prośbę ! Jeśli czytasz skomentuj to !
Rozdział 13.
usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
-Tak mamo? okej już otworze.-Powiedziałam do telefonu. Po chwili rozłączyłam się-Harry ja idę otworzyć drzwi mamie bo już przyszła.
-Okej. A później pojedziemy gdzieś?-Powiedział-O mam pomysł! Chętnie bym poznał twoją mamę. 
-Noo okej to może pojedziemy do jakiejś restauracji?-powiedziałam
-No okej. To powiemy jej razem?-Spytał się
Gdy mama przyszła powiedzieliśmy jej i zgodziła się. 
Pomogłam mamie coś wybrać. Wybraliśmy razem co ma ubrać.
Mama była zadowolona. Poszłyśmy do mnie i wybraliśmy to.
-Kochanie muszę ci to powiedzieć-powiedziała do mnie a ja odwróciłam się do niej.-Zmieniłaś się. Zmieniłaś się na lepsze. Nie poznaję cię-Zaczęła płakać. Chyba ze szczęścia.
-Mamo wiem. To wszystko dzięki Harremu.-powiedziałam i przytuliłam się do niej.
-Halo? ja tu czekam !-Krzyknął z dołu Harry.
Spojrzałam się na mamę i zbiegłyśmy na dół.
-Woow jak pięknie panie wyglądają-powiedział Podszedł do mnie i pocałował w policzek, potem podszedł do mojej mamy i pocałował ją w dłoń.
Mama podeszła do mnie.
-Oo jaki dżentelmen-szepnęła mi do ucha
-Mamo!-zaśmiałam się.
Harry otworzył nam drzwi samochodu i weszłyśmy. Po piętnastu minutach byliśmy już w jakiejś restauracji. 
Spędziliśmy tam sporo czasu. Harry bardzo polubił moją mamę.
-Już jest późno. Wracamy do domu?-Powiedziała
-No okej-powiedziałam razem z Harrym.
Harry podszedł do kasy i zapłacił za wszystko. 
-Wiecie co? ja już idę spać. Strasznie zmęczona jestem-Powiedziałam do mamy i skierowałam się w stronę schodów.
-Ja chyba też zaraz pójdę. W ogóle Harry skąd znasz polski?-spytała się mama
-Hmm trochę pouczyła mnie Violett, trochę sam i trochę w szkole poznałem-Powiedział.-Ja też już pójdę. Dobranoc pani.
-Dobrze. Dobranoc.-Powiedziała.
Weszłam z Harrym do mojego pokoju. 
-Podasz mi piżamę z tej szafki małej-Wskazałam mu szafkę i poszłam do łazienki.
Wyciągnął piżamę i rzucił mi ją.
-Och musiałeś tą?-powiedziałam-A i dzięki 
-Nie ma za co Skarbie.
Położyłam piżamę i rozebrałam się. Weszłam pod prysznic. Na szczęście była ciepła woda. Po umyciu się wytarłam się i ubrałam piżamę. Wyszłam z łazienki i widziałam leżącego na łóżku MOJEGO chłopaka. Te słowa były piękne. Mój. Nie ten co mnie skrzywdzi. Ten co mnie kocha.
Musiałam mu przecież to powiedzieć.
-Harry muszę ci coś powiedzieć. Nikt oprócz mojej mamy nie wie o tym.
-Chodź usiądź kochanie i powiedz mi-powiedział a ja usiadłam koło niego. Poczułam dotyk na skórze. Od razu dostałam dreszczy. 
-Miałam kiedyś chłopaka. Myślałam że on mnie kocha, ale nie. Bił mnie. Myślałam że tak ma być. Pewnego wieczoru-Zatrzymałam się. Po policzku spłynęła mi łza. Harry wziął rękę i wytarł ją.- Pewnego wieczoru wracałam lekko upita z imprezy. Sama. Nie wiedziałam że mój chłopak jest taki. Jak wracałam ktoś, czyli on. Pociągnął mnie za rękę w ciemny zaułek. Rozbierał mnie-Teraz płakałam. Harry przytulił mnie.- Krzyczałam ale nikt nie usłyszał. On..on wtedy mnie zgwałcił. Uciekł. Znaleziono mnie wyziębioną następnego dnia. Miałam marne szanse, ale mój organizm był silny i udało mi się wyjść z tego.
-Wiem że to było dawno ale ten skurwiel i tak pożałuje-Powiedział-Chodź idziemy już spać.-powiedział i położyliśmy się do łóżka. 
Rano zobaczyłam że nie ma Harrego w łóżku. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni. Oczywiście musiałam iść przez salon. Zobaczyłam tam Harrego i moją mamę nad albumem ze zdjęciami. Moimi z dzieciństwa.
-Nie ! Co wy oglądacie-Krzyknęłam, podbiegłam do nich i zabrałam album. Harry wstał i biegał za mną po całym domu. Wbiegłam do mojego pokoju. Harry szukał mnie. Wyszłam z pokoju i pobiegłam na schody. Szlak chciał że upadłam i spadłam ze schodów. 
-Ała!-krzyczałam-Jak mnie dupa boli.
Harry zbiegł i pomógł mi wstać.
-Żyjesz?
-Nie wiesz umarłam.-Zaśmiałam się. Przypomniało mi się-Jutro już wyjeżdżasz- Powiedziałam smutno.
-Niedługo wrócę po ciebie obiecuję-powiedział i pocałował mnie. Odwzajemniłam.
skomentujcie to. To daje wielką motywację